czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział dwudziesty pierwszy

Przez resztę tygodnia próbowałam się jakoś spotkać ze Styles’em, ale cały czas słyszałam tylko kolejne wymówki. Nie rozumiałam, o co mu chodzi. Myślałam, że między nami jest coś poważnego, a on nagle zaczął się tak zachowywać. Co prawda, starał się mi to wynagrodzić, siadając podczas lunchu przy stoliku moim i dziewczyn, jednak to nie zmieniało faktu, że przez większość czasu zachowywał dystans.
Dziwne zachowanie Harry’ego szczególnie chodziło mi po głowie w sobotnie południe, kiedy to mama nie wychodziła z kuchni, szykując jedzenie na przybycie Loczka. Była dopiero dwunasta, chłopak miał przyjść o piętnastej, a moja rodzicielka już gorączkowała się, że nie zdąży wszystkiego na czas przygotować.
- Czy ty aby trochę nie przesadzasz? – spytałam, stając w progu kuchni. – Szykujemy się na przyjście mojego kolegi, a nie królowej Elżbiety.
- Dobre pierwsze wrażenie to podstawa – odparła mama, nawet na mnie nie spojrzawszy. – Grace, skarbie. Rozłóż, proszę, zestaw naczyń dla gości.
- Przecież zostały jeszcze trzy godziny! – zaprotestowałam.
- Ale potem zajmiesz się swoim wyglądem i nie znajdziesz na to czasu. No już, zmykaj! – pogoniła mnie.
Westchnęłam ostentacyjnie, po czym udała się do salonu, który służył także jako jadalnia.
- Mama cię tu przysłała? – spytał ojciec podejrzliwie, gdy weszłam.
- Tak – mruknęłam.
- Powiedz jej, że zdania nie zmieniłem i nie zmienię! Nie założę garnituru!
- Co?! – niedowierzałam. – Naprawdę kazała ci to zrobić?!
- Co zrobić? – spytała Trina, gdy weszła do pokoju.
- Mamie odbija. Lepiej uciekaj zanim powie ci, że masz się wystroić niczym choinka na Boże Narodzenie.
Nie musiałam dwa razy powtarzać. Moja siostra natychmiast wróciła tam, skąd przyszła.
- Chyba muszę pogadać z mamą – oznajmiłam, ni to sobie, ni to ojcu.
- Nie drażnij byka, dobrze ci radzę – odparł, po czym wrócił do oglądania telewizji.
Postanowiłam posłuchać jego rady. Wyjęłam z szafki specjalne naczynia, po czym rozłożyłam je na stole, znajdującym się za kanapą, na którym mama zdążyła już położyć obrus.
„Ewentualnie zagoniła do tego tatę”, pomyślałam.
Gdy wypełniłam już swoje zadanie postanowiłam udać się na górę, nim moja rodzicielka wymyśli dla mnie nową misję. Rzuciłam się na łóżko, sięgając po telefon leżący na szafce nocnej. Moje palce szybko wystukały treść wiadomości:

Oddaj mi mamę! Przez Twoją wizytę zamieniła się w robota kuchennego ;_;

Czekałam chwilę na odpowiedź, lecz gdy ta nie nadchodziła weszłam na facebook’a w telefonie. Po jakichś dziesięciu minutach bezsensownego przeglądania strony głównej, ujrzałam powiadomienie o sms-ie. Weszłam w wiadomości i przeczytałam:

O rety, zapomniałem! Postaram się być na czas, do zobaczenia xx

„Postara się?”, pomyślałam niezadowolona. Co to niby miało znaczyć, że się postara? Przecież umówiliśmy się tydzień temu, powinien mieć zarezerwowany czas. Fakt, że zapomniał również nie świadczył o niczym dobrym. Jakby jeszcze tego było mało, „do zobaczenia” sugerowało, że to już koniec naszej rozmowy.
„O co w tym wszystkim chodzi?”, zastanawiałam się. Jednego byłam pewna: Harry zrobił się dziwny. I albo powie mi, o co chodzi, albo sama się tego dowiem.
„Ale nie teraz. Pożegnał się, więc nie będę się teraz tym przejmować”, pomyślałam, odkładając telefon z powrotem na szafkę nocną.

***
Po raz ostatni przeglądnęłam się w lustrze, po czym sięgnęłam po telefon, by sprawdzić godzinę. Była 14:57. Harry miał jeszcze trzy minuty, po czym oficjalnie miałam prawo go zabić. Biorąc pod uwagę, jak starała się moja mama, naprawdę nie wyobrażałam sobie, by Styles miał się teraz spóźnić. Wyszłam z pokoju i w chwili, gdy schodziłam po schodach, dokładnie o 14.59, usłyszałam dzwonek do drzwi.
„No, ma szczęście”, pomyślałam. Zeskoczyłam z kilku ostatnich schodków, po czym udałam się do drzwi, by otworzyć naszemu gościowi.
W progu ujrzałam Harry’ego, który na mój widok wytrzeszczył oczy w zdumieniu. Wykorzystałam tę chwilę, by dokładnie się mu przyjrzeć. Miał na sobie czarne spodnie, białą koszulę i granatową marynarkę. Całość wspaniale dopełniała czerwona mucha oraz włosy zaczesane do tyłu, ułożone najpewniej za pomocą pasty do włosów, gdyż nie świeciły się jak po żelu. Musiałam przyznać, że ta fryzura dodawała mu szyku, jednak mimo wszystko wolałam jego niesforne loczki.
- Wow – wykrztusił wreszcie z siebie. – Wyglądasz niesamowicie.
- Naprawdę? – spytałam, chcąc bardziej nacieszyć się komplementem. Musiałam przyznać, że tego popołudnia sobie też się bardzo podobałam. Miałam na sobie czerwoną sukienkę bez ramiączek, rozkloszowaną poniżej złotego paska, który pełnił wyłącznie ozdobną funkcję. Do tego kolczyki wkrętki w złotym kolorze i lekko pofalowane włosy.
- Naprawdę – w końcu minął mu szok, więc mógł się szczerze uśmiechnąć. Zrobił krok w moją stronę, po czym dał mi całusa w policzek, zapewne nie chcąc niszczyć moich starań w kwestii makijażu.
- Co tam chowasz? – spytałam, zwróciwszy uwagę na to, iż chłopak cały czas trzymał ręce za plecami.
- Coś dla ciebie – oznajmił wręczając mi bukiet czerwonych róż. – i coś dla twoich rodziców. – W tym momencie ujrzałam ogromną bombonierkę.
- Nie trzeba było – wywróciłam oczami. – Ale bardzo dziękuję.
- Trzeba było – mrugnął do mnie.
Wciągnęłam zapach kwiatów, który tak mnie omamił, że dopiero po chwili zorientowałam się, iż Harry nadal stoi w progu.
- Wejdź – poprosiłam, przepuszczając go, a następnie zamykając za nim drzwi.
Wprowadziłam Harry’ego do salonu, gdzie czekała już cała moja rodzina. Tata najwidoczniej ostatecznie osiągnął z mamą kompromis, bo miał na sobie spodnie od garnituru i jego ulubioną szarą koszulę, lecz zrezygnował z marynarki. Trina ubrała żółtą sukienkę, lekko zmarszczoną po bokach w talii i z wyciętymi plecami, natomiast z włosami nie zrobiła nic szczególnego.
Oczywiście, najbardziej odstrzeliła się moja mama. Miała na sobie błękitną suknię w koronkę, która sięgała jej lekko za kolano. Kupiła ją na wesele mojej kuzynki, które odbywało się w zeszłoroczne wakacje.
- Harry! – ucieszyła się moja mama, podchodząc do niego i wymieniając z nim powitalne całusy w policzki, jakby byli starymi znajomymi.
- Proszę, to dla państwa – odezwał się chłopak, wyciągając przed siebie bombonierkę.
- Och, Harry! – moja rodzicielka prawie się wzruszyła. – Nie trzeba było!
- Mówiłem już Grace, że trzeba było – uśmiechnął się, zerkając na mnie.
- Zajmijcie się tu sobą przez chwilę, a ja pójdę wstawić kwiaty do wazonu – oznajmiłam w chwili, gdy do lokatego podchodzili mój tata i Trina.
Kiedy wróciłam do pokoju wszyscy siedzieli już przy stole, więc dołączyłam do nich, siadając obok Harry’ego. Oczywiście, mama zajęła miejsce naprzeciwko niego, a ojciec obok niej. Trina siedziała po mojej prawej stronie, przy węższej części stołu.
Zabraliśmy się za jedzenie. Na start mama przygotowała kremową zupę groszkową z kawałkami prażonych migdałów. Ostatnim razem zrobiła ją, gdy chorowała i zamiast leżeć w łóżku bawiła się w idealną gospodynię. Jednak przygotowanie posiłku okazało się tak zależne od każdego szczegółu (jak na przykład stopień prażenia migdałów), że postanowiła nigdy nie wracać do tego przepisu. Najwidoczniej uznała, iż wizyta Harry’ego warta jest łamania swoich zasad.
Następnie mama przyniosła z kuchni pieczonego kurczaka w sosie własnym, z ziemniakami według jakiegoś dziwnego przepisu, którego nie znałam, ale musiałam przyznać, że były pyszne. Do tego sałatka złożona z bekonu, jajek, parmezanu, papryki, oraz oczywiście sałaty i odpowiedniego dressingu.
Między kolejnymi kęsami rodzice zadawali Harry’emu przeróżne pytania, na które on z chęcią odpowiadał. Pytali: gdzie wcześniej mieszkał, jak mu się podoba nasze miasto, czy ma rodzeństwo, co planuje robić po ukończeniu szkoły. Dodatkowo mama co chwilę pytała, czy czegoś nie brakuje mu do posiłku.
Kiedy w końcu odezwała się także Trina, spytała jakie są jego zainteresowania.
- Przede wszystkim kocham muzykę – odezwał się. – Gram na gitarze, śpiewam, czasem piszę też piosenki.
„O! O tym nie wiedziałam”, pomyślałam.
- Ale ostatnio moim głównym zainteresowaniem jest Grace – mówiąc to, zerknął na mnie z uniesionym prawym kącikiem ust.
Musiałam przyznać, że mnie zatkało. Było to dość odważne wyznanie jak na pierwsze spotkanie z moją rodziną. Na szczęście, przyjęli to z uśmiechami. No, może poza Triną. Wyglądała jakby chciała czym prędzej stąd uciec. Nie dziwiłam się jej – ten obiad był dość sztywny, jak na zwykłą wizytę kolegi ze szkoły. Swoje pytanie zadała zapewne po to, by udawać choć cień zainteresowania sytuacją.
Na koniec zjedliśmy sernik z brzoskwiniami, czyli specjalność mojej rodzicielki. Poczułam ukłucie żalu, że tak najadłam się obiadem, gdyż był to mój ulubiony deser, a w obecnej chwili nie miałam miejsca w brzuchu na więcej, niż jeden kawałek.
- To najlepszy obiad, jaki w życiu jadłem – oznajmił Harry, gdy wytarł twarz serwetką.
- Miło mi to słyszeć – mama rozpromieniła się, słysząc, że jej starania zostały docenione.
- Wspaniale wszystko przygotowałaś – pochwaliłam ją. Co prawda jej wariactwo dzisiejszego ranka było dość męczące, ale wiedziałam, że sama do tego doprowadziłam poprzez swoją relację z Harry’m. Zresztą, ja również uważałam, że to najlepszy obiad, jaki w życiu jadłam. – Pozwolicie, że teraz pójdziemy do mojego pokoju? – spytałam oficjalnie, podtrzymując panującą atmosferę.
- Oczywiście, skarbie. – Mama posłała mi spojrzenie, które mówiło „moja robota skończona, teraz ty go zabawiaj”.
Nie miała się co martwić, bo od początku obiadu nie mogłam się doczekać, aż po prostu usiądę z Harry’m na łóżku w swoim pokoju. Gdy w końcu to zrobiliśmy, poczułam wyraźną ulgę.
- Niezła impreza – oznajmił Styles z uśmiechem, kładąc swoją dłoń na mojej.
- Nie przyzwyczajaj się. Jeszcze jedna, dwie wizyty i moja mama przestanie się tak starać.
- Czyli zapewniasz, że jeszcze mnie zaprosisz? – natychmiast złapał mnie za słówka.
- Sugeruję – poprawiłam go, grożąc mu palcem. – Tak swoją drogą, wcześniej zapomniałam ci powiedzieć, że ty też świetnie wyglądasz.
- A wiem, dziękuję – zrobił nonszalancką minę i pociągnął za koniuszek kołnierza, na co się zaśmiałam. – Choć szczerze mówiąc, obawiałem się, że to może być lekka przesada.
- Bo jest – zaśmiałam się. – Ale na twoje szczęście moja mama tak się przejęła, że kazała się nam wszystkim wystroić.
- Wygląda na to, że nadajemy na tych samych falach! W sumie, twoja mama jest całkiem niezła – poruszył brwiami.
- Ej, ej! – oburzyłam się, szturchając go. – Nie zapominaj się.
- Ale o co chodzi? Czy między nami coś jest?
Powiedział to w ramach żartu, lecz ja naprawdę zastanowiłam się nad znaczeniem tych słów. Bo właściwie, jak przedstawiały się nasze relacje? Nie byliśmy oficjalnie parą, ale tak się zachowywaliśmy.
Harry najwidoczniej zauważył moje rozkojarzenie, bo natychmiast postanowił odzyskać moją uwagę.
- Ziemia do Grace! Jesteś tu?
- Tak, tak – skinęłam pośpiesznie.
- To dobrze – wymruczał, po czym pochylił mnie delikatnie, tak bym się położyła.
Nachylił się nade mną, wspierając się rękami, i zawiesił swoją twarz kilka milimetrów od mojej. Wpatrywał się we mnie i kilka razy rozchylał lekko usta, jakby chciał coś powiedzieć, lecz za każdym razem ostatecznie rezygnował. W końcu podjął konkretną decyzję, jednak zrezygnował ze słów – po prostu mnie pocałował. Delikatnie, lecz zarazem zmysłowo. Wyjątkowo, tak jak tylko on potrafił.
Jego pocałunki miały coś w sobie, nie były puste. Były pełne uczucia, które do mnie żywił. Dlatego tak uwielbiałam, gdy mnie całował – czułam, że jestem dla niego bardzo ważna.
Gdy w końcu lekko się odsunął, postanowiłam mu to wyznać:
- Kiedy mnie całujesz, czuję się niesamowicie.
- Nie jesteś pierwszą, która to mówi – uśmiechnął się.
„Co to niby miało znaczyć?”, pomyślałam.
- Przepraszam! – powiedział nieco podniesionym głosem kilka sekund później. – To był żart. Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało.
Może i nie chciał, ale zdążył wzbudzić we mnie niepewność. Postanowiłam wykorzystać tę sytuację, by dowiedzieć się paru interesujących mnie rzeczy.
- Zagrajmy w szczerość – oznajmiłam.
- A jak się w to gra? – zmarszczył brwi.
- Na zmianę zadajemy sobie pytania i musimy szczerze odpowiadać. Bardzo proste.
- Co chcesz przez to osiągnąć? – spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Po prostu chcę cię lepiej poznać. A co, czyżbyś miał coś do ukrycia?
To był dobry argument, wiedziałam o tym. Teraz Harry nie mógł odmówić. Gdyby to zrobił, miałabym pełne prawo zacząć wątpić w jego uczciwość wobec mnie.
- Zgoda – uległ w końcu. – Ale ja zaczynam.
- Ok, niech będzie.
- Jesteś dziewicą? – walnął prosto z mostu.
- Tak.
- Niemożliwe!
- Nie wierzysz mi? – spytałam niewinnie. – Związek z Jamie’m był jedynym poważnym w moim życiu, ale nie chciałam z nim jeszcze tego robić.
- Jeszcze – zauważył.
- Teraz już nigdy nie będę chciała – wzruszyłam ramionami. – Moja kolej. Skoro jesteś taki bezpośredni, to ja też będę. Jesteś prawiczkiem?
Zawahał się przez chwilę, lecz w końcu odpowiedział:
- Nie.
- Ooo – wyszczerzyłam się, choć w duchu nieco się podłamałam. Harry znalazł się już w najbliższym kontakcie fizycznym z jakąś dziewczyną. – Opowiedz mi o niej.
- Po pierwsze, to nie jest pytanie. Po drugie, teraz moja kolej – uśmiechnął się chytrze. – Co pomyślałaś, kiedy pierwszy raz mnie zobaczyłaś?
Po pierwszym pytaniu nie spodziewałam się, że drugie będzie tak niewinne. Zastanowiłam się przez chwilę, przywracając do myśli ową sytuację, po czym odezwałam się:
- Że masz najsłodszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałam.
Słysząc to uśmiechnął się do mnie ciepło i dał buziaka w policzek.
- A to za co? – spytałam, rumieniąc się.
- Za prawidłową odpowiedź.
Zaśmiałam się.
- Dobra, znowu ja. Ile dziewczyn miałeś?
- Zadałem ci całkiem przyjemne pytanie, a ty nadal musisz być wścibska. Nieładnie – pokręcił głową. – Poważniejszych trzy. Czy żywiłaś kiedyś do Liam’a, Lou, albo Niall’a jakieś inne uczucia, poza zwykłą przyjaźnią?
„O, nie. Tu mnie ma!”, pomyślałam.
Harry chyba zauważył moje zakłopotanie, bo wyszczerzył się jeszcze szerzej.
- No mów!
- Uch! – westchnęłam ciężko. – W szóstej klasie nagle dopadło mnie jakieś zauroczenie Louis’m, trwało jakieś trzy miesiące. Ale nie waż się nigdy nikomu o tym mówić! – zagroziłam.
- Spokojnie, wszystko zostaje między nami – oznajmił, zapewne zadowolony, że ma na mnie haka.
- Kim była dziewczyna, z którą przeżyłeś pierwszy raz?
Nawet nie zaprotestował, słysząc to pytanie. Najwidoczniej już od chwili był pewien, że je usłyszy.
- Nazywała się Abi. Byliśmy ze sobą osiem miesięcy, zrobiliśmy to po czterech. Byliśmy bardzo w sobie zakochani, ale od siódmego miesiąca coś zaczęło się między nami psuć, na dodatek niedługo potem miałem przeprowadzić się tutaj ze względu na rozwód rodziców, więc się rozstaliśmy.
Ta informacja mnie zaskoczyła. „To dlatego Harry mieszka tylko z mamą”, pomyślałam. Oczywiście, brałam pod uwagę taką możliwość, jednak nie sądziłam, że Harry wyzna mi to podczas gry w szczerość, przy takim pytaniu.
- Przykro mi – oznajmiłam cicho. Nie wiedziałam, co więcej mogłabym powiedzieć.
- Mnie też, ale co zrobić. Trzeba żyć dalej – uśmiechnął się, lecz dostrzegłam w tym smutek.
- Może już skończmy na dzisiaj? – zaproponowałam.
- Ok. Ale najpierw mam jeszcze jedno pytanie.
- Ej, to będzie niefair!
W tym momencie zrobił oczy jak kot ze „Shrek’a” i po prostu nie mogłam nie wymięknąć.
- Niech ci będzie – wywróciłam oczami, śmiejąc się.
- Co do mnie czujesz?
„No masz! Czy mogłam dostać gorsze pytanie?”. Problem polegał na tym, że sama dokładnie nie wiedziałam…
- Na pewno to coś więcej, niż zwykłe zauroczenie – zaczęłam po chwili zastanowienia. – Ale jeszcze nie jestem w stanie dokładnie sprecyzować swoich uczuć.
- Za to ja jestem w stanie sprecyzować moje – uśmiechnął się lekko.
- A więc…? – uniosłam pytająco brwi.
- Tego dowiesz się, jeśli spytasz o to podczas następnej gry w szczerość. – Cmoknął mnie w policzek.
Westchnęłam ciężko, ale doszłam do wniosku, że warto będzie poczekać.
___________________________________________________

A oto i jest pierwsza wizyta Harry'ego u Grace! Mam nadzieję, że się podoba i zostawicie po sobie komentarze, bo ostatnio było ich dużo mniej niż wcześniej :(
Niestety nie udało mi się dokończyć 22 rozdziału, a jutro jadę na obóz, tak więc pojawi się on dopiero po 25 sierpnia... Bardzo Was za to przepraszam, ale nie chciałam pisać na szybko byle czego. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie.
Życzę Wam miłej końcówki wakacji i widzimy się za niecałe 2 tygodnie!
Całusy,
Olga

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział dwudziesty

„Cholera”, pomyślałam, kierując się w stronę stolika, przy którym siedziały moje przyjaciółki wraz ze znienawidzonym przeze mnie chłopakiem. Gdy usiadłam na swoim miejscu, Faith rzuciła mi nerwowe spojrzenie, a w oczach Iris dostrzegłam zagubienie.
- Jak miło, że do nas dołączyłaś – odezwał się Zayn, uśmiechając się do mnie przyjaźnie. – Rozmawialiśmy właśnie o tym, że miałem przyjemność poznać twoją rodzinę na sobotnim obiedzie.
- Tak, to było wspaniałe spotkanie – mruknęłam.
- Och, nie bądź taka naburmuszona. Naprawdę, nie było tak źle, bywałem na gorszych obiadach. Może dlatego, że tam towarzystwo było nudniejsze? – uniósł znacząco brew. – Pogadaliśmy sobie, zjedliśmy, pożartowaliśmy trochę… – tutaj urwał. – Wnioskując po reakcji Iris, przypuszczam, że przekazałaś jej mój żarcik? – uśmiechnął się, jakby rzeczywiście były to tylko przyjacielskie wygłupy.
- Żarcik? – prychnęłam.
- Chyba nie sądzisz, że szczerze powiedziałbym coś takiego przyjaciółce mojej dziewczyny? – Malik wytrzeszczył oczy, udając niedowierzanie. – Wyszedłbym na totalnego durnia, przecież to oczywiste, że przekazałabyś jej to. A zresztą… To i tak głupota, bo mnie zależy na Iris.
Jego wyznanie brzmiało szczerze, jednak ja wiedziałam, że łgał w żywe oczy. Lecz w jednej kwestii miał rację - po co miałby mi coś takiego mówić? Jaki miał w tym cel?
- A swoją drogą, – zmienił temat. – słyszałaś już, że weekend w przyszłym tygodniu też spędzimy razem?
- Co? – zdziwiłam się.
- Wczoraj przez przypadek usłyszałem jak mój ojciec rozmawia z twoim. Mnie też jeszcze nic oficjalnie nie powiedzieli.
- Dlaczego miałabym ci wierzyć? – uniosłam jedną brew.
- A po co miałbym kłamać w tej kwestii? – wzruszył ramionami.
W tym momencie zadzwonił dzwonek. Spojrzałam na swój do połowy zjedzony posiłek, irytując się w myślach na Zayn’a, gdyż to przez jego pogawędkę nie zdążyłam zjeść.
- Ja już lecę, muszę jeszcze zebrać swoje rzeczy – oznajmił, po czym zwrócił się do Iris. – Zobaczymy się po lekcjach?
Dziewczyna skinęła niepewnie. Mulat cmoknął ją, po czym wstał.
- Do zobaczenia – rzucił na odchodnym do nas wszystkich.
„Jak. Ja. Go. Nienawidzę.”, pomyślałam. Choć musiałam przyznać, że udawana uprzejmość była przynajmniej lepszą alternatywą, niż jego prawdziwy charakter.
Zebrałyśmy w pośpiechu swoje rzeczy i wyszłyśmy ze stołówki. Sala, w której miała mieć teraz lekcję Faith znajdowała się tuż za pierwszym zakrętem, więc szybko nas opuściła. Zaraz potem ja i Iris również poszłyśmy w swoje strony.
Klasa była prawie pełna, gdy do niej weszłam, lecz na szczęście nauczyciela jeszcze nie było. Zajęłam swoje miejsce i zaczęłam wyciągać książki. Jedną z ostatnich osób, które weszły do klasy był Niall. Usiadł w ławce po mojej lewej i natychmiast zaczął trajkotać:
- Grace, nie uwierzysz, co się stało! – oznajmił uradowany.
- Skoro nie uwierzę, to mi powiedz – poprosiłam.
- Pamiętasz tą blondynkę, z którą chodzę na matmę? Mówiłem ci o niej, kiedy byliśmy w kawiarni.
Wytężyłam umysł i po chwili przypomniało mi się, w jakim kontekście o niej wspomniał.
- Ma na imię Melanie i zgodziła się na randkę! – wyjaśnił radośnie.
- Wow, cieszę się – odparłam z uśmiechem. Po chwili przypomniał mi się jednak pewien istotny fakt. – Niall, ale… Iris planuje zerwać z Zayn’em – oznajmiłam poważnym tonem.
- Co? Jak to? – zdziwił się. Wyglądał na zakłopotanego, lecz po chwili odezwał się już pewniejszym głosem. – Cieszę się, że da sobie z nim spokój, ale to nic nie zmienia. Mam zamiar spotykać się z Melanie.
W tym momencie do klasy wszedł nauczyciel i zaczął wszystkich uciszać.
- Twój wybór – westchnęłam, po czym odwróciłam się przodem do tablicy.

***
- Cześć, piękna! – usłyszałam zza otwartych drzwiczek mojej szafki.
- Cześć, Harry! – odparłam, nie zerkając w ogóle w jego stronę. Doskonale poznałam go po głosie.
Nie przerwałam przekładania książek, więc Styles postanowił upomnieć się o nieco uwagi. Przeszedł na moją lewą stronę i oparł się o sąsiednią szafkę. Gdy nadal go ignorowałam, przeglądając się w lusterku, zaczął stopniowo przysuwać swoją głowę, aż w końcu jego czoło zetknęło się z moją skronią.
- Naprawdę, doskonale zdaję sobie sprawę z twojej obecności – oznajmiłam ironicznie, odsuwając go ręką. Następnie schowałam lusterko do torby i postanowiłam w końcu docenić towarzystwo Loczka. Przeniosłam na niego pytający wzrok.
- Odprowadzam cię do domu? – ni to spytał, ni to oznajmił.
- Aaa, racja – przypomniałam sobie.
Zamknęłam szafkę kluczem. Wrzuciłam go na dno torby, a następnie oznajmiłam, że jestem gotowa. Harry skinął, po czym bez słowa złapał mnie za rękę. Zrobiło mi się trochę gorąco. Przyzwyczaiłam się już do jego czułych gestów, lecz takie chodzenie po szkole oznaczało masę plotek. A czy my byliśmy oficjalnie parą? Chyba nie. Przynajmniej jak do tej pory tego nie ustaliliśmy. Kusiło mnie, żeby poruszyć ten temat, jednak wolałam, żeby on to zrobił.
Gdy wyszliśmy na dziedziniec przed szkołą, Harry skinął na pożegnanie w kierunku Niall’a, Liam’a i Lou. Chciałam im pomachać, lecz zatrzymałam się w połowie gestu, przyglądając się poczynaniom tego ostatniego. Otóż Louis odwrócił się tyłem do mnie i Harry’ego, po czym objął się rękami tak, że wyglądało to, jakby się z kimś obściskiwał.
- Znajdź sobie dziewczynę, Tomlinson! – krzyknęłam, przez co zainteresowanie niektórych uczniów skupiło się na nim. Niestety, tym samym ciekawskie spojrzenia zwróciły się także w moim kierunku. Widziałam jak największe plotkary naszej szkoły z błyskiem w oczach przyglądają się mojej dłoni złączonej z dłonią Styles’a.
- Sweeney poderwała tego nowego przystojniaka – Maria, z którą chodziłam na hiszpański stała wystarczająco blisko bym mogła ją usłyszeć i ujrzeć, jak szturcha łokciem swoją przyjaciółkę.
„Brawo, Grace. Może choć na chwilę zaistniejesz w tej szkole”, pomyślałam z przekąsem.
Z drugiej strony pocieszałam się jednak, że przecież nie było się czym przejmować. Nie była to dla mnie w żaden sposób bolesna plotka. Wręcz przeciwnie – bardzo cieszyły mnie moje relacje z Harry’m. Fakt, że nie krył się z tym w szkole był dobrym znakiem.
„Uśmiech, Grace. Niech ci zazdroszczą”, pomyślałam. Tak więc uśmiechnęłam się promiennie i resztę dziedzińca przemierzyłam pewnym krokiem u boku mojego adoratora.
- Chyba będziemy gwiazdami przez jakiś czas – odezwał się Harry, gdy opuściliśmy teren szkoły.
- Przeszkadza ci to? – spytałam zaczepnie.
- Ależ skąd – zaśmiał się. – Tym bardziej, że u mojego boku szłaś ty, a nie żadna inna dziewczyna – uśmiechnął się szeroko.
- Żadna inna nie wytrzymałaby z tobą tyle – odparłam, chcąc uniknąć zakłopotania tym komplementem.
- Pff, zdziwiłabyś się, ile lasek się o mnie bije – prychnął Harry.
- Masz bardzo wybujałą wyobraźnię, panie Styles.
- Panie Styles? Podoba mi się – oznajmił, dumnie wypinając pierś, na co się zaśmiałam.
Harry jeszcze przez chwilę wygłupiał się, doprowadzając mnie tym prawie do łez, lecz w końcu spoważniał.
- Dobra, żarty żartami, ale musimy pogadać – oznajmił. – Opowiedz mi dokładnie, co się wczoraj stało.
Wzięłam głęboki wdech, po czym odezwałam się:
- Wracałam całkiem sama od Iris. Miałam słuchawki w uszach, więc nie zorientowałam się, kiedy Jamie do mnie podszedł. Szarpnął mnie za ramię i obrócił w swoją stronę. Był pijany, strasznie od niego śmierdziało. Mówił, że tak łatwo się go nie pozbędę, że jestem jego i jeśli jeszcze raz mnie z tobą zobaczy, to oboje tego pożałujemy. Widział nas w klubie, kiedy dla mnie śpiewałeś i w Halloween. Uciekałam przed nim, aż znalazłam się w tej opuszczonej okolicy i zadzwoniłam po ciebie – wyrzuciłam z siebie wszystko, najszybciej jak umiałam.
Czekałam na jakąś reakcję chłopaka, lecz gdy ta nie nastąpiła, odezwałam się ponownie:
- Przepraszam, wiem jak to brzmi… Jamie ci groził, a ja po ciebie zadzwoniłam, ale po prostu…
- Żartujesz sobie?! – chłopak się oburzył. Prawdziwie oburzył, nie tylko dla żartu. Chyba pierwszy raz tak się przy mnie zachował. – Mogło ci się coś stać, a ty żałujesz, że po mnie zadzwoniłaś? Postąpiłaś bardzo dobrze i masz tak robić zawsze – oznajmił poważnym tonem.
Chciałam coś powiedzieć, lecz słowa zastygły mi w gardle. Nie sądziłam, że Harry aż tak się przejmie.
- Dlaczego Liam, albo Louis cię nie odprowadzili? – spytał z pretensjami w głosie.
- Louis udawał, że ma mnie gdzieś, ale prawda jest taka, że gdybym go poprosiła, to trochę by się podroczył, ale ostatecznie poszedłby. Liam jak zwykle proponował, ale ja odmówiłam. Zawsze wracałam sama i nigdy nic złego mi się nie stało.
- Aż do teraz – dodał Harry.
- Teraz też nic złego mi się nie stało – odparłam obronnym tonem.
- Ale mogło – oznajmił surowo. Jego twarz była mieszaniną uczuć: zaniepokojenie, zdenerwowanie, strach… A to wszystko przez moją opowieść.
- Harry… – odezwałam się, lecz chłopak mi przerwał.
- Przepraszam. Wiem, że jestem teraz dość oschły. Ale po prostu myśl, że ten wariat mógł ci coś zrobić jest dla mnie nie do zniesienia – wyjaśnił, nieco cieplejszym tonem. – Powinienem był być wtedy przy tobie.
- To przecież nie twoja wina.
- Wiem, ale po prostu żałuję, że sam nie zadbałem o twoją eskortę do domu – uśmiechnął się smutno. – Dobra, to co robimy z Jamie’m?
- A co mamy zrobić? – zdziwiłam się.
- Zgłośmy się na komisariacie.
- Nie! – zaprotestowałam natychmiast.
- Dlaczego? – lokaty wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
- Jestem niepełnoletnia, będą chcieli porozmawiać z moim rodzicami. Nie chcę ich w to mieszać i niepokoić, tym bardziej, że nie widzieli nic o Jamie’m.
- Więc masz zamiar pozwolić temu palantowi się zastraszać? – w Harry’ego znów wstąpił gniew.
- Nie… – odrzekłam, lecz nie wiedziałam, jakie inne rozwiązanie podać.
- Więc co masz zamiar zrobić? – spytał w końcu Styles.
- Nie mam pomysłu – przyznałam.
- W takim razie wygrywa mój. Chodź, pójdziemy tam od razu – chłopak zaczął mnie ciągnąć na drugą stronę ulicy.
- Harry, nie! – protestowałam, lecz on nie słuchał.
Stanęłam na środku jezdni i wyrwałam swoją rękę z jego. Zrobiłam to dość stanowczo, więc chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
- Harry, posłuchaj – poprosiłam.
- Nie posłucham, dopóki nie zejdziesz z jedni – oznajmił, stawiając swoje stopy na chodniku.
- Nie ruszę się stąd, dopóki mnie nie wysłuchasz! – wybuchłam.
- Dobrze, tylko szybko – poprosił chłopak. Tym razem jego głos był cieplejszy.
- Wiem, że ta sytuacja jest beznadziejna, ale nie mam zamiaru zgłaszać się na policję. Taka jest moja decyzja i proszę, uszanuj ją. Nie wiem jeszcze, jak to rozwiążę, ale będę nad tym myśleć. Zresztą, istnieje szansa, że Jamie sam da sobie spokój, kiedy zauważy, że nie ma szans, bym do niego wróciła – oznajmiłam, po czym zgodnie z umową weszłam na chodnik. Stanęłam obok Styles’a, łapiąc go za rękę i czekając, aż się odezwie.
Przez chwilę na twarzy Harry’ego malowało się skupienie. Zapewne rozmyślał nad moimi słowami. Gdy zdawało mi się, że minęła już wieczność, odezwał się:
- Zgoda. Co prawda, twoje problemy są też moimi problemami, ale jeśli taka jest twoja decyzja, to nic mi do tego. Ale – położył nacisk na tym słowie. – w takim razie mamy umowę, że nie wracasz sama wieczorem. Nieważne, gdzie jesteś, albo zamawiasz taksówkę, albo dzwonisz po mnie, jasne?
- Ok – skinęłam. Biorąc pod uwagę skromną zawartość mojego portfela, wyglądało na to, że zazwyczaj będę wybierać opcję ze Styles’em.
- I nie waż się mnie oszukać, bo ja i tak się o tym dowiem.
- Ciekawe jak – prychnęłam.
- Ja wiem wszystko – wyszczerzył się. – Umowa stoi? – spytał, puszczając na chwilę mą dłoń i wyciągając swoją w moim kierunku.
- Stoi – odparłam, ściskając mu rękę.
Kiedy dotarliśmy pod mój dom zaproponowałam Harry’emu, by wpadł do mnie na trochę, ale zarzekał się, że nie może, bo ma jeszcze parę spraw do załatwienia. W związku z tym zadzwoniłam do Iris i Faith, by spytać, czy one znajdą dla mnie trochę czasu.
Tak oto godzinę później Tomlinson i ja siedziałyśmy na moim łóżku, z pełnym skupieniem wpatrując się w brunetkę siedzącą naprzeciwko nas na pufie.
- No opowiadaj, bo nie mamy pojęcia, na czym stoimy! – Faith nie wytrzymała długiej chwili milczenia.
- Na czym ja stoję – poprawiła ją Iris.
- Oj nie, nie, moja droga! Twoje relacje z Zayn’em to też nasza sprawa – pogroziła przyjaciółce palcem. – A więc?
Brunetka westchnęła ostentacyjnie, po czym przemówiła:
- Nie jesteśmy razem.
I tyle. Nic więcej. Żadnych szczegółów.
Stwierdziłam, że lepiej będzie, jeśli w tym momencie to ja zabiorę głos, zanim ponownie odezwie się nabuzowana emocjami Faith.
- Powiedz dokładnie, jak to się stało – poprosiłam delikatnie, nie chcąc za bardzo naciskać.
- Ech, muszę?
Faith pokiwała głową tak energicznie, że bałam się, iż strzeli jej jakiś krąg. Oczywiście, nie chodziło wyłącznie o ciekawość (choć zapewne o to też), po prostu martwiła się o przyjaciółkę.
Iris wzięła, głęboki wdech, po czym przemówiła:
- Czekał na mnie prze szkołą, bo mieliśmy się spotkać po lekcjach. Poszliśmy do parku i usiedliśmy na ławce. Wtedy zaczęłam mu tłumaczyć, że chciałam po prostu zobaczyć, czy między nami rzeczywiście mogłoby coś być. Przerwał mi, mówiąc, że przecież jest… Ale nie dałam się zbyć. Powiedziałam, że dobrze wiem, iż tylko się mną bawi, by się zemścić, że wiedziałam to od początku, ale mimo to jak głupia miałam nadzieję. Zaczął mi się tłumaczyć, że to co powiedział Grace było tylko żartem w jego stylu. Mówił, że jest ze mną szczęśliwy i nie chciałby tego przerywać, bo zależy mu na mnie. Brzmiał naprawdę przekonująco, a kiedy oznajmiłam, że to koniec, wydawało mi się, że widziałam łzy w jego ochach… – w tym momencie urwała.
- Ale nie cofnęłaś swojej decyzji? – chciałam jej pomóc dokończyć.
- Nie cofnęłam – potwierdziła. – Prosił, bym nie przekreślała go przez jeden głupi żart, ale się nie ugięłam. Kiedy w końcu zrozumiał, że nic nie wskóra oznajmił, iż szanuje moją decyzje, ale nie ma zamiaru jej zaakceptować. Powiedział, że skoro tego chcę, to oficjalnie nie będziemy już razem, ale od dzisiaj będzie się starał o mnie jeszcze bardziej.
- Czyli nie udało ci się go pozbyć – skwitowała Tomlinson.
- Faith – skarciłam ją szeptem. Wyraziła się w dość szorstki sposób, a widziałam, że Iris jest ciężko.
- Daj spokój, przyzwyczaiłam się, że jej język często działa bez udziału mózgu. – Gdy blondynka lekko się naburmuszyła na twarzy Payne pojawił się uśmiech. Jednak po chwili znów posmutniała. – Tak, nie udało mi się go pozbyć. Ale nie mam zamiaru ulec jego zalotom.
- Na pewno? – spytałam.
- Na pewno.
- Dobra, w takim razie teraz ja mam wam coś do opowiedzenia.
Przyjaciółki spojrzały na mnie pytająco. Opowiedziałam im o sprawie z Jamie’m i, podobnie jak Harry’emu, kazałam obiecać, że nie zrobią nic wbrew mojej woli. Bardzo się przejęły i zmartwiły, ale przyrzekły, że zostawią tę sprawę mnie.

 _________________________________________

Wiadomość od Olgi dla Was:
"Kąpię się w morzu i smażę na słońcu, a kiedy mam taką możliwość zaglądam tutaj, żeby czytać Wasze komentarze :)
Baaaaardzo dziękuję, bo ich liczba jest jeszcze większa niż pod poprzednim rozdziałem! 21 mam już gotowy i jestem w trakcie pisania 22, mam nadzieję, że nie możecie się doczekać :)
Całusy,
Olga"

Rozdział miał być w środę i jest. Czytałam komentarze i widziałam, że się niecierpliwicie, a równocześnie bardzo się ucieszyłam, bo są naprawdę miłe :)
Pod ostatnim postem było ich najwięcej od czasu dłuższej nieobecności Olgi. Dacie radę, by tu było ich jeszcze więcej?
Następny rozdział pojawi się wkrótce, jednak to zależy już od Olgi.
Pozdrawiam Was wszystkie bardzo cieplutko!
Ala :)

środa, 30 lipca 2014

Rozdział dziewiętnasty

- Puść mnie, jesteś pijany! – wyrwałam się.
- A ty jesteś moja, jasne?! – wypowiedzenie tych słów przyszło mu z niejakim trudem. – Jeśli jeszcze raz zobaczę cię z tym kolesiem, który dla ciebie śpiewał i z którym byłaś w Halloween, obiecuję Ci, że oboje tego pożałujecie.
Słysząc to natychmiast się odwróciłam i zaczęłam biec. Po mojej głowie latały tysiące myśli:
„On był w klubie też za pierwszym razem”.
„Widział, że coś łączy mnie i Harry’ego”.
„Jest wkurzony, chce mnie odzyskać”.
„Grozi Harry’emu”.
„Grozi też mnie”.
„Uciec, uciec jak najdalej!”.
Co chwilę skręcałam w inną stronę, licząc, że w ten sposób zgubię Jamie’ego. Kilka razy się odwracałam i wciąż widziałam go w oddali. Gdy miałam już pewność, że nie ma go w pobliżu, zatrzymałam się w jakiejś nieoświetlonej uliczce, chcąc na moment odpocząć. Rozglądnęłam się dookoła, lecz nie poznawałam miejsca, w którym jestem.
„Co teraz?”, zastanawiałam się. Przede wszystkim musiałam przejść w oświetloną część przedmieścia i sprawdzić ulicę, na jakiej się znajduję. Było to jednak ryzykowne, w każdej chwili mogłam trafić na Jamie’ego. Wpadło mi do głowy, by zadzwonić po taksówkę, jednak aby to zrobić, również musiałam znać ulicę.
Poczułam się zagubiona i zmęczona. Dopiero gdy emocje po biegu opadły, a adrenalina wypłynęła z moich żył, zrozumiałam w jak beznadziejnej sytuacji się znalazłam. Przykucnęłam pod jakimś płotem i zaszlochałam. Czułam się słaba i bezbronna.
„Weź się w garść, Grace”, pouczyłam się, wycierając pojedyncza łzę, która spłynęła na mój policzek. „Bądź dużą dziewczynką”. Lecz te słowa nic nie dały. Jedyne, czego pragnęłam, to znaleźć się w bezpiecznym miejscu.
Wiedziałam, że postępuję głupio, ale była to jedyna opcja, z której chciałam skorzystać. Wsłuchałam się w sygnał oznaczający połączenie. Czekałam, lecz nikt nie odebrał.
- No dalej – szepnęłam do siebie, dzwoniąc po raz drugi.
Tym razem wystarczyły dwa sygnały, bym usłyszała:
- Halo? – odezwał się wesoły głos.
- Harry, wracałam od Iris i dopadł mnie Jamie, był pijany, groził mnie i tobie, był w klubie, kiedy dla mnie śpiewałeś, widział nas, jest wściekły – paplałam jak najęta, obrzucając go informacjami.
- Spokojnie – poprosił Styles, jednak po tonie jego głosu wyczułam, że również się zestresował. – Gdzie jesteś?
- Nie wiem, jakaś ciemna uliczka… Chyba jest opuszczona.
- Wiem, gdzie to jest, to niedaleko ode mnie. Nie ruszaj się stamtąd, będę najszybciej jak się da.
- Dobrze – skinęłam, po czym się rozłączyłam.
Wiedziałam, że postąpiłam egoistycznie i nierozsądnie. Jamie chciał dopaść Harry’ego i wciąż mógł być gdzieś w pobliżu, a ja ściągnęłam Styles’a prosto w jego sidła.
„Jesteś głupia!”, skarciłam się w myślach. Byłam jednak świadoma, że gdybym po niego nie zadzwoniła, najpewniej wlokłabym się teraz sama, szukając drogi do domu. Nie chciałam zwracać się do nikogo innego, tylko przy Harry’m czułam się wystarczająco bezpiecznie.
Po chwili wstałam. Zaczęłam przechadzać się tam i z powrotem, wypatrując lokatego. Po pierwszych dziesięciu minutach dopadał mnie coraz większy strach. Ta okolica nie wyglądała przyjemnie, a było już dość późno.
Nagle rozbrzmiał dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz: „mama”.
- Halo? – wysiliłam się na zwyczajny ton.
- Grace, nie sądzisz, że czas już wracać? Jutro masz szkołę.
- Właśnie wyszłam, niedługo będę.
- Dobrze, tylko pośpiesz się, żebym się nie martwiła.
- Jasne, pa! – rozłączyłam się, nie dając mamie szansy na odpowiedź.
Przyśpieszyłam kroku, nadal chodząc tam i z powrotem. W pewnym momencie ujrzałam w oddali czyjąś sylwetkę, lecz nie mogłam mieć pewności, że to Harry. Przysunęłam się do płotu, przy którym wcześniej kucałam, chcąc nieco zniknąć z pola widzenia. Mimo to, postać cały czas szła w moim kierunku.
- Grace, to ty? – usłyszałam znajomy głos.
- Harry! – krzyknęłam, rzucając się mu na szyję.
- Już tu jestem, jesteś bezpieczna – szepnął, obejmując mnie. – Nic ci nie zrobił? – spytał, odsuwając się, by móc mnie obejrzeć, choć w ciemności zapewne niewiele widział.
- Nie. Wyrwałam mu się i uciekłam. Ale wciąż może być w pobliżu.
- W takim razie lepiej czym prędzej odprowadzę cię do domu – objął mnie czule, po czym ruszyliśmy.
Szliśmy w milczeniu. Wciąż byłam zbyt roztrzęsiona, by starać się rozpocząć rozmowę. Harry najwidoczniej to rozumiał i uszanował moją postawę. Gdy wkroczyliśmy na oświetloną część przedmieścia zauważyłam, że Harry ma mokre włosy.
- Padało, kiedy szedłeś? – zdziwiłam się. Już dawno przestało kropić, a w miejscu, w którym czekałam na Styles’a deszczu nie było.
- Kiedy zadzwoniłaś wyszedłem właśnie spod prysznica – wyjaśnił. Było już dość późno, więc zapewne Harry kąpał się już przed snem. Złapało mnie poczucie winy.
- O, rety. Przepraszam cię, nie wiedziałam… – zaczęłam się tłumaczyć.
- Żartujesz sobie? – zaśmiał się. – Przepraszasz mnie w takiej sytuacji?
Skinęłam głową twierdząco.
- Proszę cię, Grace – wywrócił oczami. – Nawet gdybyś obudziła mnie w środku nocy, natychmiast wyskoczyłbym z łóżka i leciał do ciebie.
Szczerze mówiąc byłam pewna, że rzeczywiście tak by było. Harry dużo razy udowodnił, że jest w stanie zrobić dla mnie bardzo wiele. Myśląc o tym, nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który pchał się mi na usta. Loczek odpowiedział tym samym, na chwilę ściskając mnie mocniej.
Poczułam ukłucie smutku w chwili, gdy zobaczyłam mój dom. Pomimo niefortunnych wydarzeń, wieczór kończył się bardzo miło. Samopoczucie poprawiało mi się zwłaszcza, kiedy wspominałam pocałunki Harry’ego.
Stanęliśmy tuż przed moimi drzwiami, po czym chłopak przytulił mnie do siebie.
- Trzymaj się, Grace. Jutro to obgadamy, dobrze? – spytał.
- Dobrze – odparłam, już w pełni spokojna. Jego towarzystwo jak zwykle ukoiło moje nerwy.
- Wyśpij się – powiedział, po czym cmoknął mnie w czoło.
- Harry? – odezwałam się w chwili, gdy chłopak chciał już odchodzić. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. – Czy ty planujesz coś na moje urodziny?
- Nie, ależ skąd – odpowiedział z szerokim uśmiechem na twarzy, który zdradzał jego kłamstwo.
- Harry – skarciłam go. – Ja naprawdę nic nie chcę. Po prostu bądź wtedy przy mnie, dobrze? – poprosiłam.
- Masz to jak w banku – obiecał. Przelotnie cmoknął mnie w usta, po czym odszedł.
Wchodząc do domu nadal czułam ciepło jego ust na swoich.

***
Następnego dnia w szkole jadłam lunch w towarzystwie Iris i Faith. Chłopcy jak zwykle siedli razem z racji, iż nie zmieścilibyśmy się wszyscy przy jednym stole. Payne była niespokojna - zgadywałam, że chodzi o Zayn’a.
- Jak się czujesz? – spytałam ją.
- Dobrze – skinęła niepewnie.
- Wiesz, że przed nami nie musisz udawać – uśmiechnęłam się, chcąc dodać jej otuchy.
- Ech, no dobra… Czuję się fatalnie. Nie wiem, co mam robić.
- Rozmawiałaś już z Zayn’em? – odezwała się Faith.
- Nie… I nie wiem, co mam mu powiedzieć. Domyślałam się, że będzie chciał mnie tylko wykorzystać, ale spędzał ze mną tak dużo czasu… Więc miałam malutką nadzieję, że może jednak jego uczucia są szczere. Ale twoje słowa utwierdziły mnie w przekonaniu, że to tylko moje chore wyobrażenia – powiedziała smutno. – Nie chciałabym tego kończyć, ale wiem, że muszę.
- Dasz radę – pokrzepiła ją Faith.
„Może to szansa dla Niall’a?”, zastanowiłam się, biorąc kolejną frytkę do ust. W tym momencie poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i ujrzałam Harry’ego.
- Cześć dziewczyny – przywitał się. – Mogę porwać Grace na chwilę?
Obydwie przywitały się ze Styles’em, jednocześnie kiwając głowami na znak aprobaty.
Chłopak poprowadził mnie do drzwi stołówki. Wyszliśmy przez nie, po czym oparliśmy się  ramionami o szafki szkolne, stając naprzeciwko siebie.
- Co ty na to, żebym odprowadził cię dzisiaj do domu? – oznajmił Harry z entuzjazmem. – Moglibyśmy wtedy pogadać… Wiesz o czym.
- Jasne, dobry pomysł – uśmiechnęłam się.
Przez chwilę chłopak wpatrywał się we mnie bez słów. Lekko mnie to speszyło, więc spytałam zaczepnie:
- Co się tak patrzysz?
- A nic, tak sobie myślę, że jesteś piękna – odparł bez ogródek, na co ja się zarumieniłam.
- Czyżbym zawstydził Grace Sweeney? – wyszczerzył się.
- Nie – obruszyłam się. Zakłopotanie natychmiast minęło.
- No to muszę spróbować zrobić to inaczej – oznajmił seksownym tonem, nachylając twarz w moją stronę.
- Nie tutaj – położyłam rękę na jego torsie, chcąc go powstrzymać. Byłam pewna, że znów jestem czerwona na twarzy.
- No, efekt osiągnięty! – zaśmiał się Harry. – Dobra, lepiej już wracajmy. Nie chcę, żebyś mnie potem obwiniała, że przeze mnie głodujesz.
- Jeśli oddasz mi swoją porcję frytek, to na pewno tak nie będzie – uśmiechnęłam się.
Harry przytrzymał mi drzwi stołówki, po czym ruszył do chłopców, żegnając się ze mną. Gdy byłam już w połowie drogi do swojego stołu ujrzałam, że siedzą przy nim trzy osoby. Wytężyłam wzrok i ujrzałam Zayn’a Malik’a, siedzącego obok Iris.
________________________________________________

Cześć! Z tej strony Ala :)
Olga jest na wakacjach w Bułgarii, dlatego poprosiła mnie, bym przez jej nieobecność dodała dla Was rozdziały, o czym pewnie wiecie. Podesłała mi dwa, więc następny pojawi się prawdopodobnie za tydzień (środa).

Tutaj jeszcze wiadomość od Olgi:
"Mam nadzieję, że rozdział się Wam podobał i zostawicie po sobie komentarze :) Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję, bo pod ostatnim pojawiło się ich najwięcej od czasu mojego powrotu <3 
Niestety nie udało mi się dokończyć trzeciego rozdziału, więc Ali przesłałam tylko dwa :( Ale mam nadzieję, że mi wybaczycie, bo nie chciałam pisać na szybko, ponieważ to ma być wyjątkowy rozdział - pierwsza wizyta Harry'ego u Grace! :)
Pozdrawiam cieplutko ze słonecznej Bułgarii! 
Całusy, 
Olga"

Moim zdaniem rozdział jest rewelacyjny i też mam prośbę - jeśli czytacie to zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza, ponieważ one naprawdę motywują Olgę i bardzo się z nich cieszy <3
Wpadajcie za tydzień!
Ala :)