czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział piętnasty

Gdy się obudziłam na zegarku widniała godzina 12:42, jednak nie czułam się wypoczęta. Początek nocy był dla mnie ciężki. Nie umiałam zasnąć, a w moim umyśle ciągle rozgrywała się scena z klubu. Powtarzałam w myślach, że nie powinnam zaprzątać sobie niepotrzebnie głowy, lecz nie przynosiło to żadnych efektów.
Sięgnęłam ręką po telefon na szafce i zauważyłam, że dostałam sms’a. Kliknęłam „wyświetl”, a moim oczom ukazała się treść wiadomości:

Harry
:)

Tylko tyle. Zwykła minka, nic poza tym. A jednak… Podziałało to na mnie kojąco i sprawiło, że automatycznie się uśmiechnęłam. Kliknęłam odpisz, po czym wpisałam „:))”.  Nie musiałam długo czekać na odpowiedź, gdyż już po chwili usłyszałam dźwięk sms’a.

Harry
Może się dziś spotkamy? :)

Moje palce natychmiast zaczęły wystukiwać odpowiedź:

Może spacer za pół godziny? :)

Harry
Wpadnę po Ciebie xx

Wygrzebałam się z łóżka i udałam do łazienki, by doprowadzić się do porządku. Przepłukałam twarz zimną wodą, po czym otarłam ją lekko ręcznikiem i spojrzałam w lustro. Wzrok miałam smutny i zgaszony, a pod oczami widniały cienie, które były owocem nieprzespanej nocy.
„Nie przejmuj się tak”, pomyślałam, by dodać sobie otuchy. Jednak dobrze wiedziałam, że nie umiem się nie przejmować. Pomimo, że nasz związek trwał zaledwie trzy miesiące, Jamie był ważną częścią mojego życia przez ponad pół roku – bo tak długo musiał się starać, abym w końcu została jego dziewczyną. Gdy byliśmy razem, wątpiłam, że uda nam się być ze sobą już zawsze… Lecz nie sądziłam, że nasze relacje skończą się tak nagle i w tak okrutny sposób. Przecież nie zasłużyłam sobie na to, by mnie tak potraktował… By zrobił sobie przerwę na inną, kiedy ja chwilowo mu się znudziłam…
„Dość!”, zganiłam się w myślach. „Teraz musisz się wyszykować na spacer z porządnym kolesiem”, postanowiłam.
Chwila. Porządnym? W sumie, skąd miałam mieć taką pewność…? Harry wydawał się być uroczy i troskliwy, to fakt. „Ale Jamie też taki był”, przeszło mi przez myśl. W tej chwili poczułam się kompletnie zagubiona, bo właśnie traciłam wiarę w chłopaka, który ostatnio był moją nową nadzieją.
„Jak możesz porównywać Harry’ego z Jamie’m?”, skarciłam samą siebie. „Styles uratował ci życie, które chciałaś sobie odebrać przez tego debila Jamie’ego. Czy Harry zasłużył sobie na porównywanie z kimś takim?”.
- Nie – odpowiedziałam sobie na głos, po czym ponownie zabrałam się za poranną toaletę.

***
Dokładnie w chwili, gdy odstawiłam talerz ze śniadania do zmywarki, usłyszałam dzwonek do drzwi.
- To do mnie! – krzyknęłam, zatrzymując siostrę, która już szła, by otworzyć.
- Wychodzisz na długo? – z salonu usłyszałam głos mamy.
- Na jakąś godzinę.
- O trzeciej jesteśmy umówieni na obiad z potencjalnym współpracownikiem taty i jego rodziną. Bądź w domu najpóźniej pół godziny przed, dobrze?
- Dobrze! – krzyknęłam, przekręcając zamek w drzwiach.
- Cześć – przywitał się Harry, z nieodłącznym uśmiechem na twarzy.
Zamknęłam za sobą drzwi, po czym w odpowiedzi rzuciłam mu się na szyję. Po prostu poczułam taką potrzebę. Jego widok mnie cieszył i działał kojąco.
- No już, już! Ja też cieszę się, że cię widzę – zaśmiał się lekko. – A więc, gdzie chciałabyś się przejść?
- Gdzieś niedaleko, tylko po okolicy, bo muszę wrócić za jakąś godzinę.
- A mogę wiedzieć czemu? – spytał, gdy ruszyliśmy. – Może spotykasz się ze swoim kandydatem numer dwa?
- Nie, głupku – szturchnęłam go w żebra. – Idziemy na obiad z rodziną potencjalnego współpracownika taty.
- Widzę, że szykuje się gruba biba!
- Jasne – parsknęłam śmiechem. – Te obiady są zawsze takie nudne… W sumie nie rozumiem, po co rodzice nas do tego zmuszają, mogliby przecież iść sami. Ale mama zawsze powtarza, że tak po prostu wypada – wywróciłam oczami. – Jedyny plus jest taki, że możemy sobie dobrze zjeść.
- W takim razie moim zdaniem warto – uśmiechnął się. – Dobra wyżerka to podstawa dobrze przeżytego życia!
- Naprawdę, to twój największy życiowy cel? – zaśmiałam się ponownie.
- Do niedawna byłaś nim jeszcze ty, ale zostałaś już skreślona z mojej listy, jako ukończona misja.
Spojrzałam na niego zagubiona, gdyż te słowa przypomniały mi moje dzisiejsze wątpliwości, co do tego, czy Harry rzeczywiście jest porządnym facetem.
- Ej, co jest? – natychmiast się zorientował. – Grace, ja tylko sobie żartuję. Uśmiechnij się!
Zrobiłam, o co prosił, lecz było to nieco wymuszone. Chłopak zauważył to i westchnął.
- Co stało się wczoraj w klubie? – spytał ostrożnie.
Milczałam. Przypomniałam sobie jak beznadziejnie czułam się po tym wydarzeniu. To był cios z przeszłości. Przeszłości, o której udało mi się już nie myśleć… A która postanowiła o sobie przypomnieć.
- Jeśli nie chcesz to nie mów, uszanuję to. Ale chcę, żebyś wiedziała, że po prostu martwię się o ciebie – mówiąc to, złapał mnie delikatnie za rękę.
Wzięłam głęboki oddech, po czym odezwałam się:
- Kiedy wracałam z toalety nagle ktoś złapał mnie za rękę.
- To byłem ja – skinął.
- Nie. Ciebie spotkałam później. Najpierw… – urwałam.
- Najpierw…? – ścisnął mocniej mą dłoń, by dodać mi sił.
Ponownie wzięłam głęboki oddech, aż wreszcie wyrzuciłam to z siebie:
- Najpierw spotkałam Jamie’ego.
Harry starał się udawać niewzruszonego, lecz zauważyłam, że kąciki jego ust lekko zadrżały.
- Złapał mnie za rękę. Gdy tylko zauważyłam, kto mnie trzyma, zaczęłam się wyrywać i krzyczeć, żeby mnie puścił. On nie słuchał. Mówił coś, że chce tylko ze mną porozmawiać. Wtedy znów zaczęłam krzyczeć – przerwałam, by przełknąć ślinę. – W końcu udało mi się wyrwać. Pobiegłam w najbardziej zatłoczoną część klubu, a kiedy miałam pewność, że go zgubiłam, poszłam cię szukać.
- I wtedy, to ja znalazłem ciebie – uśmiechnął się pokrzepiająco.
W odpowiedzi lekko kiwnęłam głową, po czym wbiłam wzrok w ziemię. Nagle chłopak zatrzymał się. Stanął naprzeciwko, delikatnie podniósł mi podbródek i spojrzał na mnie z ciepłem, bijącym z jego szmaragdowych oczu. Patrzył tak przez chwilę, po czym objął mnie i przyciągnął do siebie.
- Jesteś bezpieczna – szepnął.
W odpowiedzi ja również go objęłam, wdzięczna za to, jak się mną przejmuje. Lecz po chwili mój mózg zaczął przetwarzać jego słowa.
- Chodzi po prostu o to, – odezwałam się, odsuwając się lekko, by móc na niego spojrzeć. – że to było nagłe zderzenie z przeszłością, z którą teraz będę musiała się zmierzyć. Po prostu nie wiem, czy jestem na to gotowa. Myślałam, że mam to już za sobą…
- Nie ty, będziesz musiała się zmierzyć, lecz my. Jestem z tobą – posłał mi ciepły uśmiech.
- Przepraszam, ale to jest coś, z czym muszę się sama uporać. Nie chodzi o ciebie, bo naprawdę doceniam to, jak mnie wspierasz – odwzajemniłam uśmiech, który na moje słowa, zdążył już zniknąć z tej pięknej twarzy. – Po prostu muszę udowodnić przed samą sobą, że jestem silna i sama potrafię sobie z tym poradzić. Już wystarczająco nawaliłam, tuż po tamtej imprezie – zaśmiałam się lekko, wspominając moje pierwsze spotkanie ze Styles’em.
- No zgoda – chłopak uległ. – Ale obiecaj, że jeśli coś pójdzie serio nie tak, to zwrócisz się do mnie jako pierwszego.
- Obiecuję.
- Na mały paluszek?
- Na mały paluszek! – powiedziałam, krzyżując swój palec z jego.
- Pamiętaj, że to najświętsza przysięga i nie wolno jej złamać!
- Zapamiętam – odpowiedziałam ze śmiechem.

***
Wbiegłam do domu jak burza, wiedząc, że jestem spóźniona i jeśli zaraz nie będę gotowa, to rodzice mnie zabiją.
- Grace, miałaś być o wpół do! – usłyszałam krzyk mamy z kuchni, podczas gdy biegłam już po schodach.
- Tylko się przebiorę i już schodzę! – odkrzyknęłam.
Na szczęście wyszykowałam się odpowiednio na spacer z Harry’m, więc teraz nie musiałam się martwić o makijaż, czy włosy. Błyskawicznie ściągnęłam z siebie jeansy, T-shirt i bluzę, rzucając wszystko w kąt pokoju. Wyciągnęłam z szafy moją ulubioną spódniczkę, w kobaltowym kolorze, z wysokim stanem. Chwilę namęczyłam się, szukając do niej bluzki, lecz nareszcie znalazłam ją na drugim końcu szafy. Ubrałam się ostrożnie, starając się uniknąć efektu siana w stodole na mojej głowie. Zarzuciłam żakiet na ramiona, zgarnęłam z biurka kopertówkę i wrzuciłam do niej telefon, po czym prędko zbiegłam na dół.
- Jestem gotowa! – oznajmiłam wszem i wobec.
- Nareszcie, Grace! Nie rozumiesz, że jeśli się spóźnimy, to będę mieć beznadziejny start? – tata wyglądał na zestresowanego.
Przepchnęłam się między rodziną, by dostać się do szafki z butami. Ubrałam moje ulubione szpilki, po czym zaczęłam swoją (już tradycyjną w tej sytuacji) śpiewkę:
- Nie rozumiem, po co w ogóle ciągniecie tam mnie i Trinę. Przecież…
- Tak po prostu wypada – ojciec uciął krótko.
Wywróciłam oczami słysząc po raz kolejny to samo wytłumaczenie.
- Tam, gdzie jedziemy, podają sushi – usłyszałam głos mamy.
- KTÓRA PIERWSZA PRZY SAMOCHODZIE, TA SIEDZI Z PRZODU! – krzyknęłam, czym prędzej wybiegając z domu.
„Jak ja KOCHAM sushi!”, pomyślałam, lokując się na miejscu obok kierowcy.

***
Restauracja, w której mieliśmy spędzić dzisiejsze popołudnie okazała się być jedną z tych, w których serwują jedzenie z najróżniejszych zakątków świata. Tak więc, miałam okazję zjeść nie tylko moje ukochane sushi, lecz także spróbować różnych dziwactw! Oczywiście, wszystko na koszt rodziców! „Czy ten dzień mógł być lepszy?”, pomyślałam.
Wnętrze było bardzo eleganckie, urządzone z klasą i bez przepychu. Ściany były pomalowane na miodowy kolor z licznymi białymi zdobieniami, które przypominały orientalne symbole. Na każdym stoliku paliły się niewielkie świeczki, dodające magii temu miejscu.
- Czy mają państwo rezerwację? – usłyszałam głos kelnerki stojącej przy wejściu.
- Tak, na nazwisko Sweeney – odpowiedział ojciec.
Kobieta sprawdziła nas na swojej liście, po czym poprosiła, byśmy poszli za nią. Zostawiła nas przy stoliku w samym rogu sali, informując, że zaraz przyniesie nam menu.
- No i gdzie ten twój współpracownik? Zdaje się, że mówiliście, że się spóźnimy? – spytałam, zadowolona z siebie, bo szczerze mówiąc sama wierzyłam, że przeze mnie nie zdążymy.
- Cicho, Grace. Już tu idą – ojciec skarcił mnie szeptem, po czym podniósł się na przywitanie.
Trina, mama i ja poszłyśmy w jego ślady, lecz nie zdążyłam się jeszcze wyprostować, gdy moje oczy wytrzeszczyły się z zaskoczenia. Po ułamku sekundy zaczęły jednak ciskać piorunami w kierunku jednej osoby.
Oto przede mną, wraz ze swoimi rodzicami, stał Zayn Malik.

________________________________________________________________

Wczoraj w końcu, po bardzo długim czasie weszłam na maila, by sprawdzić, czy dostałam ważną wiadomość. Zamiast tego zauważyłam komentarz z tego bloga. I po prostu nie mogłam uwierzyć... że ktoś nadal czeka. To mnie naprawdę zszokowało. Postanowiłam się zawziąć i coś napisać. Tak oto, dzisiaj prezentuję przed Wami ten rozdział. Jestem z niego zadowolona :)
Natomiast nie jestem zadowolona z mojego zaniedbania. Przepraszanie Was po raz kolejny nie ma sensu, dopóki nie naprawię swoich błędów. Nie chciałam, nie zamierzałam znów zaniedbać tego bloga i Was. Zaraz po dodaniu 14. rozdziału zabrałam się za ten. Ale pojechałam na ferie, zapomniałam zgrać sobie na USB pierwszą połowę rozdziału i tak oto odkładałam to na powrót, aż w końcu zapomniałam... Czy teraz uda mi się doprowadzić tę historię do końca? Nie wiem. Nie chcę Was okłamywać, więc szczerze mówię, że nie wiem. Mam w głowie zarys, jak to wszystko się potoczy, ale czy tym razem w końcu odpowiednio przyłożę się do pisania...?
Mam nadzieję, że kolejny rozdział już wkrótce.
Jeśli ktoś to czyta, proszę dajcie o sobie znać xx
Całusy,
Olga

wtorek, 28 stycznia 2014

Informacja

Hej :)
Niestety nowy rozdział pojawi się najwcześniej w weekend :( Mam już połowę, ale chwilowo jestem u babci i zapomniałam zgrać go sobie na USB, a nie ma mi kto tego przesłać. Ale czekajcie cierpliwie! :)
Całusy,
Olga

czwartek, 16 stycznia 2014

Rozdział czternasty

___________________________________________________________________________________

WIELKI POWRÓT
___________________________________________________________________________________

ZAGLĄDAJCIE NA FEJSIE, BY BYĆ NA BIEŻĄCO: LINK
___________________________________________________________________________________


- Cześć! – usłyszałam głos blondyna. Brzmiał radośnie, jednak wiedziałam, że od czasu, gdy zobaczył Iris z Zayn’em jego stosunek do niej nieco się zmienił. Starał się ograniczyć swoje kontakty z nią, lecz nie przesadnie, by się nie zorientowała.
- Hej – odpowiedziałyśmy równocześnie.
- Trochę tu sztywno, nie? Przydałoby się trochę rozkręcić towarzystwo – wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Zgadzam się z nim! – Nagle pojawił się obok nas Harry.
- A gdzie Liam? – spytałam.
- Musiał uspokoić Tomlinsonów, bo zaczynało się robić gorąco – zaśmiał się. – Choć ich bójka pewnie urozmaiciłaby nieco imprezę. Co to w ogóle za muzyka? Do tego nie da się tańczyć.
- Spokojnie, załatwiłem to – mrugnął do nas Niall.
- Co masz na myśli? – Zdziwiłam się.
- DJ to mój kumpel, więc powiedziałem mu, żeby nieco zmienił klimat.
W tym momencie w głośnikach rozbrzmiała zupełnie nowa piosenka. Nie kojarzyłam jej, lecz już pierwsze dźwięki zachęcały do tańca.
- Chodź, Grace! – Harry pociągnął mnie na środek sali.
Złapał moje ręce i zaczął się ruszać w rytm muzyki. Starałam się wpasować, choć nigdy nie byłam wybitna w spontanicznym tańcu, aczkolwiek  jakiejś tragedii nie było. Obróciłam się nieco, by zmienić nasze ustawienie. Teraz mogłam dobrze wiedzieć Iris i Niall’a. Stali jeszcze i rozmawiali, lecz po chwili dziewczyna zaczęła ciągnąć go w stronę parkietu. Chłopak protestował, jednak ostatecznie dał za wygraną. Zaczęłam się rozglądać za Zayn’em, jednak nigdzie go nie widziałam.
Przy następnej piosence pary tańczyły coraz bardziej energicznie i rozpoczęły się wymiany partnerów. Najpierw tańczyłam z James’em, z którym miałam biologię, potem z jednym z najmłodszych uczniów naszej szkoły, aż w końcu skończyłam u boku Niall’a. Uśmiechnęłam się, jednak chłopak nie odwzajemnił tego gestu.
- Coś się stało? – spytałam.
- Spytałem Iris, czy przyszła sama. Odpowiedziała, że nie, ale nie wymieniła nikogo. Przyszła tu z Malik’iem, prawda?
Momentalnie uśmiech zniknął z mojej twarzy, a zamiast tego pojawił się na niej grymas.
- Tak – skinęłam, wiedząc, że kłamanie nie ma sensu.
Chłopak nic nie odpowiedział, a resztę piosenki przetańczyliśmy bez rozmowy.
- Przepraszam, ale ja już spadam – odezwał się, gdy utwór dobiegł końca.
- Niall, proszę cię. Nie pozwól, by to zepsuło ci wieczór.
- Naprawdę nie mam ochoty zobaczyć ich razem. Pa – rzucił, po czym skierował się w stronę wyjścia.
Zauważyłam, że Iris podąża za nim. Zatrzymała chłopaka i zaczęła coś mówić, ale on tylko bąkał jakieś krótkie odpowiedzi. Widziałam, że Niall próbuje odejść, jednak dziewczyna nie przestawała mówić.
Nagle obok nich pojawił się Zayn i objął Iris w talii. „Ty gnido”, pomyślałam sobie. Niall znowu podjął próbę odejścia i tym razem dziewczyna go nie zatrzymała. Przyglądałam się całemu zajściu, zastanawiając się, czy rozmawiali o czymś ważnym.
- Nie stercz tu tak, bo ktoś cię staranuje – usłyszałam głos za sobą.
Odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętego chłopaka w stroju Scooby’ego Doo.
- Coś się stało? – kąciki jego ust lekko opadły.
- Nie – odparłam, choć wiedziałam, że na mojej twarzy nadal widnieje grymas. – Po prostu Niall stwierdził, że nie chce mu się już tu siedzieć.
- Nie dziwię się. Jest raczej kiepsko.
- Więc czemu nadal tu jesteś? – zmarszczyłam brwi, niezadowolona, że tak krytykuje.
- Szczerze? Jedyne, co mnie tu trzyma to ty – kąciki jego ust znów uniosły się najwyżej jak mogły.
Tym razem odwzajemniłam uśmiech.
- Może zabawimy się gdzie indziej? – wymownie poruszył brwiami.
- Co masz na myśli? – zdziwiłam się.
- Znam fajny klub, w którym teraz jest impreza. Co ty na to, żebyśmy się tam przeszli?
Musiałam przyznać, że propozycja była kusząca, jednak pewna myśl nie dawała mi spokoju.
- Nie mogę zostawić Iris z Zaynem – oznajmiłam.
- Grace, rozumiem, że on nie jest odpowiednim chłopakiem, ale twoja obecność nic nie zmienia. Zresztą, Faith tu będzie.
Zastanowiłam się jeszcze chwilę i ostatecznie stwierdziłam, że chłopak ma rację. Gdy Iris się na coś uprze nikt nie wybije jej tego z głowy.
- Daj mi chwilę – rzuciłam na odchodnym.
Szukanie Faith nie zajęło mi dużo czasu, oczywiście była przy bufecie.
- Ale jak to wychodzisz? – spytała, gdy oznajmiłam jej swoje zamiary. – Dokąd?
- Nie wiem, Harry zna jakieś fajne miejsce. Zostaniesz i będziesz mieć Iris na oku?
- Jasne, już ja się nią zajmę – puściła mi oko. – Baw się dobrze. Pa!
- Papa!
Wróciłam do Harry’ego, po czym razem udaliśmy się do wyjścia.

***

- Harry, nie pójdę tam w tym stroju! – zbulwersowałam się, gdy byliśmy już w jego domu.
- Ale to też jest impreza z przebraniami – tłumaczył po raz kolejny.
- Jakoś ty zmieniłeś ciuchy!
- Porównaj sobie mój strój z twoim. Scooby Doo w klubie, serio? Zresztą, teraz też będę ucharakteryzowany. Właściwie liczę w tym na twoją pomoc.
- To znaczy? – uniosłam brew.
- Pomaluj mnie na jakiegoś zombie, albo coś w tym stylu.
- No dobra – uległam.
Dał mi jakieś halloweenowe kosmetyki, po czym całkiem nieźle wykonałam swoje zadanie. Poprawiłam jeszcze bandaże, które się odwinęły i byliśmy gotowi do wyjścia.
- Tylko nie wróćcie zbyt późno, Harry, bo rodzice Grace pewnie będą się martwić – pouczyła nas mama lokatego przy wyjściu.

***
Klub był bardzo zatłoczony, ale nie ma się co dziwić w halloweenowy wieczór. Rzeczywiście, wszyscy byli w przebraniach, więc ja i Harry nie wyróżnialiśmy się jakoś szczególnie. Całe szczęście, bo obawiałam się, że wyjdziemy na idiotów.
Dużo tańczyliśmy, ale zupełnie na trzeźwo. Harry chciał coś kupić, ale mu się nie udało. Widocznie bardzo dbali tu o przepisy i o opinię poważnego klubu.
Nie miałam pojęcia, co się szykuje, gdy odeszłam na chwilę od Harry’ego w poszukiwaniu toalety.
W środku była ogromna kolejka, więc trochę to zajęło. Kiedy w końcu wyszłam, zaczęłam się przepychać wśród ludzi w kierunku miejsca, gdzie zostawiłam Styles’a. Gdy byłam już niedaleko nagle ktoś złapał mnie za rękę.
- Co jest? – zdziwiłam się i natychmiastowo zamarłam, gdy zobaczyłam, kto mnie trzyma.
Jamie.
- Puszczaj mnie! – krzyknęłam, szarpiąc się.
- Grace, uspokój się, proszę! Chcę tylko porozmawiać!
- Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać! Odwal się! – nareszcie udało mi się wyszarpnąć rękę.
Biegiem rzuciłam się w najbardziej zatłoczoną część klubu, by nie mógł mnie znaleźć. Gdy byłam pewna, że nie ma go już w moim pobliżu, zaczęłam szukać Harry’ego. Wróciłam do miejsca, w którym zostawiłam Styles’a, lecz jego już tam nie było. Krążyłam, szukając chłopaka z loczkami.
Nagle ponownie poczułam, jak ktoś zaciska palce na mojej ręce.
- Puszczaj! – znów zaczęłam się szarpać.
- Grace, spokojnie!
Jednak tym razem ten głos był inny i podziałał na mnie kojąco. Przestałam się szarpać, gdyż osobą przede mną był Harry.
- Możemy stąd iść? – poprosiłam ze łzami w oczach.
- Co się stało? – zdziwił się.
- Proszę – powiedziałam, gdy pierwsze łzy zaczęły wydostawać się z moich oczu.
Skinął głową i już nie zadawał więcej pytań. Objął mnie i poprowadził do wyjścia. Modliłam się, by Jamie nie stanął nam na drodze. Na szczęście udało nam się go ominąć.
Gdy czekaliśmy na taksówkę żadne z nas się nie odzywało. Harry nadal trzymał rękę na mojej talii, kilka razy mnie przytulił, co było bardzo miłym gestem. Jednak ciężko mi było się uspokoić. Jamie był ostatnią osobą, jaką miałam ochotę widzieć. Gdy w końcu udało mi się zapomnieć o tamtej nocy, nagle pojawił się on. Cóż za złośliwość losu.
Poczułam ulgę, kiedy taksówka w końcu zatrzymała się przed moim domem. Harry odprowadził mnie pod drzwi, a ja przytuliłam go na pożegnanie.
- Pa – rzuciłam, odwracając się już w kierunku drzwi, jednak chłopak mnie zatrzymał.

- Trzymaj się – uśmiechnął się pokrzepiająco. – I pamiętaj, że możesz na mnie liczyć – po tych słowach dał mi buziaka w policzek i odszedł.
_______________________________________________________________

W końcu jest.
Nie do końca taki, jakbym chciała, ale cieszę się, że w ogóle go w końcu napisałam :)
Przerwa bardzo długa.. Przepraszam, nie miałam weny. Za każdym razem, kiedy próbowałam pisać miałam po prostu blokadę..
Dużo się u mnie zmieniło i mam nadzieję, że nie wpłynie to niekorzystnie na: mój sposób pisania/tematykę/podejście do niektórych spraw itp., ale gdybyście zauważyły znaczącą różnicę, która wydaje się Wam być problemem, proszę dajcie znać ;)
Co ile będą rozdziały? Nie mam pojęcia. Jestem w liceum, więc muszę skupiać się przede wszystkim na nauce. Będę pisać tak często, na ile mi czas pozwoli (ale pamiętajcie, że mam też życie prywatne).
Wiem, że są osoby, które wciąż czekają na ten rozdział. To Im go dedykuję. Dziękuję Wam.
Jeśli chcecie - zostawcie komentarz, serio doceniam, że komuś chciało się kliknąć te kilka, czy kilkanaście literek ;) Aczkolwiek nie jest to żaden przymus.
Co do strony na fejsie: z góry piszę, bo wiem, że wielu ludzi ma tendencję do czepiania się wszystkiego. To nie jest fanpage mojej osoby. To po prostu zbiór informacji na temat moich opowiadań.
Do napisania, mam nadzieję, że już niedługo ;)
Całusy,
Olga