czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział czwarty

- Siostra przekazała ci wiadomość? – usłyszałam za swoimi plecami.
Odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętego Harry’ego.
- Tak, przekazała. Ale czy nie uważasz, że to było trochę głupie? Nie marzę o tym, by moja siostra czytała takie rzeczy. – wytknęłam mu. Jednak natychmiast skarciłam się w myślach: „Nie przesadzasz trochę, Grace? To było przecież naprawdę miłe z jego strony”.
- Obiecała, że nie będzie czytać. – zapewnił chłopak, niezrażony.
- Ludzka ciekawość jest dość silna.
- Owszem, ale uwierz, że ja mam dar przekonywania. – uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Dobrze, dobrze, panie wspaniały. – wywróciłam oczami, po czym odwróciłam się z powrotem do szafki. Wyciągnęłam książkę do literatury angielskiej i duży zeszyt, w którym zawsze notowałam.
Zorientowałam się, że Harry czeka na mnie, byśmy razem udali się do klasy. „Postaram się być dla niego miła”, postanowiłam.
Gdy wyjęłam z torby niepotrzebne zeszyty, zamknęłam szafkę i odwróciłam się do lokatego.
- Idziemy? – zapytałam.
- Jasne.
Szliśmy przez chwilę w ciszy, którą jednak postanowiłam przerwać:
- Przyszedłeś do mojego domu tylko po to, żeby zostawić mi tę karteczkę? – spytałam.
- Nie. Oczywiście, że nie. – odparł. – Miałem nadzieję, że cię tam zastanę. Ale twoja siostra, która swoją drogą jest bardzo miła, powiedziała mi, że jeszcze nie wróciłaś. Zaproponowała, żebym zaczekał na ciebie, ale nie chciałem sprawiać kłopotu, więc po prostu zostawiłem liścik.
- A po co chciałeś mnie tam zastać? – nadal nie rozumiałam.
- Tak sobie. – wzruszył ramionami. – Liczyłem, że przejdziemy się trochę, czy coś.
- Aha. – odparłam, nie wiedząc, co więcej powiedzieć.
Na szczęście, dotarliśmy akurat pod klasę i dokładnie w momencie, w którym przekroczyliśmy próg, zadzwonił dzwonek.

***
Środa to zdecydowanie najgorszy dzień tygodnia, jeśli chodzi o lekcje. Mam wtedy fizykę, chemię i biologię, czyli wszystko, czego nienawidzę. Ehh…
Właśnie odbywała się przerwa na lunch. Iris jak zwykle siedziała już przy stoliku, podczas gdy ja i Faith kończyłyśmy wybierać sobie jedzenie. Gdy już to zrobiłyśmy, dosiadłyśmy się do naszej przyjaciółki.
Póki co, nie widziałam jeszcze dzisiaj Harry’ego, co było miłym zaskoczeniem, gdyż w przeciągu ostatnich dwóch dni, pałętał się za mną cały czas. Przynajmniej nie spędził z nami wczoraj lunchu. Jednak zamiast tego, siedział z braćmi moich przyjaciółek i z Niall’em. Błagałam w myślach, by się nie zaprzyjaźnili! Wtedy już na pewno bym się od niego nie uwolniła…
- To nasz stolik. – czyjś głos przerwał moje rozmyślania.
Podniosłam wzrok i ujrzałam… Szkolnego Bad Boy’a, Zayn’a Malik’a. Zerknęłam na moją przyjaciółkę Iris i ujrzałam, jak delikatnie się rumieni. Niby była taką rozsądną dziewczyną, ale do chłopaków miała kompletnego pecha. Zawsze zakochiwała się w kimś niewłaściwym, tym razem – w Zayn’ie.
- To nasz stolik. – powtórzył chłopak.
Rozejrzałam się dookoła. Rzeczywiście, siedziałyśmy przy stoliku, który zazwyczaj zajmował Zayn wraz z kolegami oraz wianuszkiem fanek, złożonym z zarozumiałych i pustych panienek. Najwidoczniej Iris zajęła pierwsze wolne miejsca, jakie rzuciły jej się w oczy, nie orientując się, kto tu zazwyczaj siada.
- Albo grzecznie się stąd wyniesiecie, albo sami się was pozbędziemy. – odezwał się jeden z kumpli Malik’a.
Patrzyłyśmy po sobie, nie wiedząc, co robić. Nie chciałyśmy wyjść na ofermy, ale dobrze wiedziałyśmy, że jeśli się postawimy, nic dobrego z tego nie wyniknie. Czułam na sobie także spojrzenia innych osób, siedzących w stołówce. Oglądali, czekając co z tego wyniknie.
- Jak wy się zachowujecie w stosunku do dam? – usłyszałam kolejny głos.
„O nie”, pomyślałam. Dobrze znałam ten głos, jednak odwróciłam się, by mieć stuprocentową pewność i… Okazało się, że się nie pomyliłam. Do naszego stolika podszedł Harry, zapewne z zamiarem stawienia czoła Zayn’owi. Chyba Niall i reszta nie ostrzegli go, że z Malik’iem się nie zadziera.
- Jakie damy? – zdziwił się mulat. – Damy są tu. – wskazał na otaczający go krąg fanek.
Ponownie zerknęłam w stronę Iris. Jak ona mogła kochać się w takim dupku?! Tym bardziej, że prawie go nie znała. Raz robili razem jeden projekt z historii i od tamtego czasu miała na jego punkcie świra, chociaż po zakończonym projekcie nie zamienili już ani słowa…
- Damy? – prychnął Harry. – Raczej chodzące lalki.
Malik zmrużył oczy i nieco zacisnął szczękę.
- Słuchaj no, cherlaczku. – warknął. – Lepiej uważaj, co mówisz. Uwierz, że nie chcesz mnie wkurzyć.
- A żebyś wiedział, że właśnie chcę. – odparł pewnie Harry. – Znam takich jak ty. Mocni w gębie, ale jak przychodzi co do czego, to tchórze. Chyba trochę ci się poprzewracało w głowie od nadmiaru żelu.
Tyle wystarczyło. Zayn momentalnie zamachnął się i walnął Harry’ego w twarz. Chłopak zatoczył się i złapał nos, jednak natychmiast oddał mulatowi, nie pozostając dłużnym. Zayn chciał znowu rzucić się w jego stronę, lecz dwójka nauczycieli wf-u zdążyła zareagować. Jeden złapał Malik’a, a drugi Styles’a.
- Spokój! – krzyknął stanowczo jeden z nich.
Na tę komendę obaj chłopcy przestali się wyrywać.
- Co tu się dzieje? – zapytał drugi nauczyciel, gdy już zrobiło się cicho.
- Ten frajer myśli, że jak jest tu nowy to wszystko mu wolno! – krzyknął Zayn.
- Ja tak myślę?! – oburzył się Harry. – To ty się masz za jakąś primadonnę!
- Zamknij ryj, bo jak ci znowu przywalę to…
- Cisza! – ryknął ponownie pierwszy z nauczycieli, tym samym przerywając groźby Malik’a. – Nie wiem, o co poszło i nie obchodzi mnie to. Ale nie życzę sobie tutaj żadnych bójek. – oznajmił stanowczo. – Ty. – zwrócił się do Styles’a. – Marsz do pielęgniarki, nos ci krwawi.
Przeniosłam wzrok na lokatego i rzeczywiście, z nosa leciała mu krew. Na szczęście nie jakoś strasznie obficie.
Nauczyciel puścił chłopaka, podczas gdy drugi pouczał jeszcze Zayn’a.
- Harry! – krzyknęłam, biegnąc za nim.
Dogoniłam go dopiero po wyjściu ze stołówki.
- Dokąd idziesz? – zdziwiłam się. – Gabinet pielęgniarki jest w drugą stronę!
- Nie mam zamiaru tam iść. – odparł Styles, nie zatrzymując się.
- Musisz! – oponowałam.
- Nie, wcale nie muszę. – mrugnął do mnie.
- Dobra, nie chcesz iść do pielęgniarki, ale trzeba to przemyć! – oznajmiłam, łapiąc go za rękę i skręcając na lewo.
- Ej, to damska toaleta! – krzyknął chłopak.
- Co z tego. – wywróciłam oczami, popychając drzwi.
Ustawiłam Styles’a przy umywalce,  po czym urwałam kawałek papieru przeznaczonego do wycierania rąk i zmoczyłam go wodą. Zaczęłam delikatnie zmywać krew z twarzy Harry’ego. Po chwili tego zabiegu uśmiechnął się.
- Wiesz, pomijając fakt, że jesteśmy w szkolnej toalecie, to jest to całkiem romantyczne. – powiedział, szczerząc idealnie białe zęby. Poczułam, jak obejmuje mnie wokół talii.
- Łapy przy sobie. – mruknęłam, strzepując jego rękę, po czym kontynuowałam zmywanie krwi. – Bardzo cię boli?
- Nie, prawie w ogóle.
- Nie musisz zgrywać przede mną bohatera. Jeśli cię boli, to powiedz.
- No dobra, może trochę. – przyznał, krzywiąc się nieco. – Ale tylko troszeczkę. Zresztą było warto. – ponownie się uśmiechnął.
Również nieco się uśmiechnęłam.
- Dziękuję. – odezwałam się. – To było naprawdę miłe z twojej strony, że stanąłeś w naszej obronie. Gdybym mogła ci się jakoś odwdzięczyć, to…
- Właściwie możesz. – przerwał mi.
Z jego spojrzenia wyczytałam, o co chodzi. „Pięknie, sama się wkopałam”, pomyślałam.
- Słucham. – mruknęłam.
- Poszłabyś ze mną w sobotę na randkę? – uśmiechnął się.
„Na dodatek nazwał to oficjalnie randką!”, rozpaczałam w myślach. Ale byłam mu to winna…
- Zgoda. – mruknęłam.
- Serio?! – ucieszył się.
Tak naprawdę ucieszył. Nie sądziłam, że aż tak go to uraduje. „Bądź dobrej myśli, Grace”, powiedziałam do siebie w myślach.
- Serio. – uśmiechnęłam się do niego.
- Nie pożałujesz. – powiedział, po czym mnie przytulił. Z początku chciałam się wyrwać, jednak okazało się to być całkiem przyjemne. Zresztą nie trwało długo. Po chwili chłopak odsunął się ode mnie, a ja kończyłam przemywać jego ranny nos.
_________________________________________________________________

Niby całe opo jest dedykowane Zuzie, no ale ten rozdział dedykowany jest również mojej najukochańszej @xoiLoveStyles [blog] ♥
Tak jak już mówiłam, ten rozdział podoba mi się bardziej od poprzednich c: Może nie jest jakiś mega długi, ale wydaje mi się, że jest ciekawy :D (ale za to 5. będzie mega długi ! :D) Jeśli się podoba to proszę, komentujcie ! c: Wam zajmie to tylko chwilę, a dla mnie znaczy bardzo wiele ♥
Dziękuuuję Wam bardzo za dotychczasowe komentarze i życzenia urodzinowe ♥
A co do Kiss You to jest meeeeeeeeeeeeega *______________*
Całusy,
Olga

P.S. Jeśli macie chwilę to obejrzyjcie covery @PeytonMcMahon - "Moments" & "They Don't Know About Us" Moim zdaniem jest świetny i chciałabym mu pomóc zdobyć większą publiczność ! :) Jeśli się Wam spodoba to dajcie łapkę w górę i skomentujcie, z góry dziękuję w jego imieniu ♥


Mam prośbę, starajcie się pamiętać o dodaniu linku do mojego bloga również pod Waszymi rozdziałami, bo zauważyłam, że zapomina się Wam :c
Reklama blogów (więcej info w zakładce "Reklamy")

niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział trzeci

- Nie udawaj, że słuchasz. – usłyszałam po raz kolejny.
Od kogo? Od Styles’a, oczywiście. Na moje nieszczęście okazało się, że mam z nim angielski. A jako iż od początku roku ławka obok mnie była pusta, tak więc dziś zajął ją Harry. I będzie ją zajmował aż do końca tego roku szkolnego. „Za co, ja się pytam za co? Co ja takiego zrobiłam?”.
- Grace. – szepnął ponownie.
- Czego znowu?! – warknęłam, jednak na tyle cicho, by nauczycielka nie mogła mnie usłyszeć.
- Odpowiedz mi w końcu. – uśmiechnął się, tak jak zazwyczaj to robił, gdy byłam nerwowa. Czyli praktycznie cały czas, kiedy był w moim pobliżu.
- Już ci odpowiedziałam. – mruknęłam.
- Spytałem, czy miałabyś dla mnie czas w sobotę, a ty powiedziałaś, że nie, bo jesteś zajęta. Więc pytam, co takiego robisz i na to nie uzyskałem odpowie…
- Harry. – przerwała mu nauczycielka. – Skoro Grace tak ci się podoba to zaproś ją gdzieś po lekcjach i wtedy sobie pogadacie.
- Właśnie staram się to zrobić. – odparł niezrażony Styles, na co klasa się zaśmiała.
- W takim razie życzę powodzenia, jednak wolałabym, żebyś nie robił tego na mojej lekcji. – zakończyła kobieta, po czym kontynuowała omawianie wiersza.
- Dzięki. – mruknęłam do chłopaka.
- Ale za co? – zdziwił się.
- Harry, Grace. – przerwała nam ponownie nauczycielka. – Nie chciałabym was upomnieć po raz trzeci.
- Przepraszamy. – mruknęliśmy oboje.
***
Po zakończonej lekcji, czym prędzej wyszłam z klasy, chcąc pozbyć się powodu mojego złego humoru. Jednak on podążał za mną szkolnym korytarzem, aż w końcu udało mu się mnie dogonić.
- Grace, nie słyszysz jak cię wołam? – zapytał Harry, zrównując ze mną krok.
- Słyszę doskonale. – odparłam chłodno.
- Co ci jest? I o co ci chodziło z tym „dzięki”?
- Zrobiłeś ze mnie pośmiewisko przed całą klasą! – zarzuciłam mu.
- Pośmiewisko? – zdziwił się. – Nic takiego nie zrobiłem.
- Śmiali się.
- Bo ich rozbawiłem, więc co najwyżej śmiali się ze mnie. Poza tym uwierz, że to nie było nic takiego. – wzruszył ramionami. – Jesteś trochę przewrażliwiona.
Zignorowałam tę uwagę i po prostu przyśpieszyłam kroku, starając się go zgubić. Na moje nieszczęście (które to już tego dnia?) zza rogu akurat ktoś wyszedł, w związku z czym, zderzyliśmy się niefortunnie. Skończyło się to tak, że oboje wylądowaliśmy na ziemi.
- Ałć. – jęknęłam.
- Sory, Grace. Nie zauważyłem cię. – usłyszałam przeprosiny z irlandzkim akcentem, wymieszane z lekkim chichotem.
Podniosłam wzrok i ujrzałam przed sobą nikogo innego, jak Niall’a Horan’a. Zabawnego blondaska, którego wprost uwielbiałam, od momentu gdy się poznaliśmy. Miało to miejsce około cztery lata temu. Przyjaźnił się z Liam’em i Lou, braćmi Iris i Faith. Często odwiedzał chłopaków, więc zdarzało się, że przypadkiem spotykaliśmy się w ich domach. Niall był najsłodszym chłopakiem pod słońcem! Co prawda miał nieco problem z ograniczeniem używania przekleństw, jednak mimo to był uroczy. Uwielbiałam z nim rozmawiać, gdyż zawsze wręcz promieniował pozytywną energią.
- Nie ma sprawy. – uśmiechnęłam się do przyjaciela.
Irlandczyk podniósł się i zaczął wyciągać rękę w moją stronę, jednak uprzedził go Harry, o którego obecności właśnie sobie przypomniałam.
- Dzięki. – mruknęłam, niechętnie łapiąc dłoń lokatego.
- Twój kolega? – spytał Horan, przenosząc wzrok na Harry’ego.
- Emm, powiedzmy. – odparłam.
- Harry. – uśmiechnął się chłopak. – Harry Styles.
- Niall Horan. – mój przyjaciel odwzajemnił uśmiech. – Jesteś tu nowy?
- Tak. – skinął.
- Gdybyś miał z czymś problem to możesz się do mnie zwrócić, stary. Przyjaciele Grace są moimi przyjaciółmi.
- Dzięki, dobrze wiedzieć. – odparł Styles.
- Dobra, ja już wam nie przeszkadzam. Na razie. – powiedział Horan i na pożegnanie poczochrał moje włosy, jak to miał w zwyczaju. Na co ja oczywiście ostentacyjnie się skrzywiłam, udając, że mi to przeszkadza.
- Lubisz to robić, co? – mruknęłam, gdy Niall odszedł na wystarczającą odległość.
- Ale co? – zdziwił się lokaty.
- Jestem Harry, Harry Styles. – udałam jego ton, przy wypowiadaniu tych słów. – Nie umiesz przedstawiać się samym imieniem?
- Uważam, że moje nazwisko jest całkiem ładne, więc nie rozumiem, dlaczego by go nie uwzględnić. – wzruszył ramionami.
- Więc teraz moi przyjaciele są świadomi, jak piękne masz nazwisko. Oh, całe szczęście! – odparłam ironicznie, po czym ruszyłam w stronę klasy, gdzie miałam mieć kolejną lekcję.
- Co teraz masz? – spytał Harry.
- Historię. – mruknęłam.
- Szkoda, ja mam fizykę. – odparł zawiedziony.
- To w przeciwną stronę.
- Serio?
- Serio.
- No cóż, w takim razie póki co musimy się pożegnać. Do zobaczenia. – pomachał mi na pożegnanie, po czym zawrócił w drugą stronę.
„Ten chłopak jest niemożliwy”, pomyślałam. Co musiałam zrobić, żeby w końcu dał mi spokój?!
***
- Jak tam w szkole? – usłyszałam to samo pytanie, co rano. Tym razem jednak od mojej siostry.
- Okej. – wzruszyłam ramionami.
- Jacyś nowi znajomi? – uniosła brwi.
- Nie, niby czemu? – odparłam.
Ona coś wiedziała. Pytanie tylko: co i skąd?
- Nie poznałaś nikogo fajnego, na przykład jakiegoś chłopaka z lokami, hmm?
- Nie. – kłamałam nadal.
- Oh, szkoda. – wydęła usta, udając zawiedzioną. – W takim razie to pewnie była pomyłka i ten liścik wcale nie jest do ciebie. – pomachała jakąś małą karteczką.
Natychmiast jej ją wyrwałam, a dziewczyna nie zdążyła zareagować.
- A racja, poznałam kogoś takiego. Dzięki za przypomnienie. – uśmiechnęłam się sztucznie, po czym wyszłam z kuchni i udałam się do swojego pokoju na piętrze.
Usiadłam na łóżku, wzdychając. „Chłopak z lokami”, wspomniałam słowa siostry. Tak, zapewne chodziło o Harry’ego. W końcu to on nie dawał mi dziś spokoju. Rozwinęłam karteczkę i przeczytałam krótką wiadomość:

Ślicznie wyglądasz, gdy się złościsz :)
Harry xx

Mimowolnie się uśmiechnęłam. „Ale chwila…”, pomyślałam. Po to wielce przychodził do mnie do domu? Zauważyłam już, że stara mi się przypodobać, ale co jeśli tak naprawdę chciał sobie tylko ze mnie pożartować?
Spojrzałam ponownie na tekst, który wyglądał, jakby ktoś pisał go na szybko. „Nie”, stwierdziłam w myślach. Co prawda Harry trochę mnie irytował, jednak wątpiłam, by jego zamiarem było nabijanie się ze mnie.
________________________________________________________________________

Znowu nuuudno, bla bla bla.. Ale następny rozdział podoba mi się o wiele bardziej ! :D A no i w dwóch następnych rozdziałach pojawi się reszta chłopców :)
Mam pytanie : dobrze Wam się czyta tą czcionką ? :) Pierwszy raz wykorzystałam taką na blogu, dlatego pytam. Ale czytam nią inne opowiadanie (tak, tak, Twoje Roxy ♥) i wydaje mi się, że jest ok + ładnie wygląda :)
A NO I JARAM SIĘ, BO JUTRO PREMIERA TELEDYSKU DO "KISS YOU" *_______* + MOJE URO c: MEEEEEEGA PREZENT ♥ Pamiętam, jak rok temu Liam odpisał polskim Directioners w moje urodziny :') Zapowiadają się kolejne cudowne uro ♥
Całusy,
Olga

P.S. Jeśli czytacie, to komentujcie + klikajcie "tak" w sondzie po prawej ! :))

Reklama blogów (więcej info w zakładce "Reklamy")

środa, 2 stycznia 2013

Rozdział drugi

Obudził mnie dźwięk budzika. Jęknęłam niezadowolona, po czym wygrzebałam się z łóżka. Minął dopiero miesiąc szkoły, a ja już miałam jej stanowczo dosyć. Na dodatek pogoda na zewnątrz zupełnie nie wskazywała początku października, lecz bardziej - jego koniec. Przez połowę tygodnia padał deszcz, większość liści już spadła, a temperatura była dość niska.
- Mam dość tego wszystkiego. – mruknęłam do siebie, kierując się do łazienki.
Podczas porannej toalety towarzyszyły mi myśli odnoszące się do wczorajszego wydarzenia. „Mogłam mieć to wszystko z głowy, zakończyć wszelkie problemy. Ale nie, komuś zachciało się zgrywać bohatera”, myślałam.
Gdy zakończyłam już wszystkie czynności i byłam gotowa, zeszłam na dół, po czym udałam się do kuchni.
- Cześć, wam. – odezwałam się do mojej rodziny.
- Cześć, kochanie. – mama podeszła i cmoknęła mnie w czoło. Zaraz po niej, to samo zrobił mój tata.
- Hej. – odpowiedziała mi Trina.
Chodziłam do przedostatniej klasy liceum, a moja siostra była dwa lata młodsza. Jakie były nasze stosunki? Nienajgorsze. Co prawda, nie byłyśmy ze sobą jakoś szczególnie zżyte, ale nie toczyłyśmy zażartych wojen, jak robiła to większość rodzeństw. Jednak musiałam przyznać, że odpowiadało mi to, że chodziłyśmy do innych szkół.
Gdy moja siostra zwolniła toster, zabrałam się za przygotowywanie śniadania dla siebie. Włożyłam grzanki do urządzenia, po czym sięgnęłam do lodówki po mój ulubiony dżem malinowy.
- Jak tam w szkole? – spytała po chwili mama.
Wiedziałam, że nie zadała tego pytania dla samego faktu. Zadała je, bo naprawdę ją to obchodziło. Zresztą, pytała o to dość często.
- Ok. – odparłam, wzruszając ramionami.
- Jak twoje oceny?
- Dobrze. – zapewniłam.
- A koleżanki?
- Też dobrze.
- W takim razie się cieszę. – uśmiechnęła się. Sięgnęła ręką i wyrównała mi krawat mundurka. – Teraz jest idealnie.
Odwzajemniłam uśmiech, po czym wyciągnęłam gotowe grzanki z tostera.

***
- No nie! – jęknęłam, gdyż właśnie ochlapało mnie mijające auto.
Co prawda i tak byłam już cała mokra, jednak nie potrzebna była mi dodatkowo breja z ulicy. Na szczęście byłam już prawie pod szkołą.
- Grace, Grace! – usłyszałam czyjś krzyk.
Odwróciłam się i ujrzałam jak moja przyjaciółka, Faith, biegnie w moją stronę.
- Cześć. – uśmiechnęłam się.
- Cześć. – odwzajemniła uśmiech. – Jak tam?
- Ok. – wzruszyłam ramionami.
- Uff, to dobrze. Tak się cieszę, że cię widzę. – zaczęła trajkotać. – W sobotę byłaś taka przygnębiona po tej imprezie, że bałam się… – urwała nagle, jakby zorientowała się, że powiedziała za dużo.
Nic nie odpowiedziałam.
- Przepraszam, Grace…
- Nie ma sprawy. – zapewniłam. – Jak sama widzisz, wszystko jest w porządku.
- Tak, widzę. – ponownie się uśmiechnęła.
Przez resztę drogi do szkoły i gdy szłyśmy po jej korytarzach, Faith opowiadała mi o tym, jak wyglądał jej wczorajszy dzień i jak musiała się natrudzić, żeby przekonać swojego brata, by pomógł jej w zadaniu z chemii.
- On jest taki niedojrzały! – narzekała. – Próbowałam mu wytłumaczyć, że muszę dostać za to dobrą ocenę, a samej by mi się nie udało. Ale on nadal ględził o tym, jak ważna jest samodzielna praca. Też coś, on większość swoich zadań ściąga od kolegów! Tylko z chemii jest dobry. – wywróciła oczami.
Słuchałam przyjaciółki, będąc tak właściwie nieobecną myślami. Jednak stwarzałam pozory i co jakiś czas potakiwałam, gdy narzekała na swojego brata.
 Zatrzymałyśmy się przy szafkach, by wyciągnąć potrzebne książki.
- Hej. – mruknął ktoś koło nas. Okazało się, że to nasza przyjaciółka, Iris.
- Hej. – przywitałyśmy się.
- Co ty taka nie w humorze? – spytałam.
- Liam całą noc brzdękał na gitarze. Nie mogłam spać. – jęknęła.
- Ciesz się, że twój brat ma przynajmniej jakąś pasję. – mruknęła Faith. – Louis całymi dniami gra na Play Station, a jak ma mi pomóc w zadaniu to już wielki problem!
- Cieszę się, że ma pasję i w ogóle, ale mógłby ćwiczyć o normalnej porze. – odparła Iris.
Nie odezwałam się, zresztą jak zwykle, gdy chodziło o rodzeństwo. Iris i Faith często porównywały swoich braci. Faith narzekała na to, jaki Lou jest leniwy i nieznośny, na co Iris wymieniała zalety Liam’a i opowiadała, jaki jest odpowiedzialny. Czasem opowiadały też o wspólnych wybrykach ich braci.
Jak już wspominałam, ja z moją siostrą dogadywałam się całkiem nieźle, lecz ideałem to ona nie była. Natomiast jakichkolwiek wybryków z jej strony nie można było się spodziewać, była na to zbyt spokojną osobą.
- Idziemy? – spytałam, zamykając szafkę.
- Jasne. – odparły przyjaciółki.
***
Podczas przerwy lunch’owej na stołówce zawsze był tak wielki tłok, że ciężko było znaleźć wolne miejsca. Na szczęście Iris miała ekspresowe tempo, więc zawsze docierała tu jeszcze przede mną i Faith, by zająć dla nas jakiś stolik.
Tak było również i tym razem. Kiedy ja i Faith weszłyśmy na stołówkę, Iris kończyła już wybierać swoje jedzenie. Wzięłyśmy tacki i stanęłyśmy na samym końcu straszliwie wolno poruszającej się kolejki.
Po chwili usłyszałam za sobą czyjś głos:
- Myślałaś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?
Podskoczyłam, przestraszona. Odwróciłam się i ujrzałam lokatego chłopaka, którego spotkałam wczoraj.
Jego mundurek nie prezentował się najlepiej. Miał odpięte dwa ostatnie guziki koszuli oraz przekrzywiony i poluzowany krawat. Zapewne tylko zarzucił go niedbale na szyję.
- Znowu mnie straszysz? – syknęłam.
- Nie miałem takiego zamiaru. – odparł. – Ale najwidoczniej jesteś dość bojaźliwa. – wzruszył ramionami.
Zerknęłam na moją przyjaciółkę i zorientowałam się, że kątem oka przygląda się naszej rozmowie.
- Co ty tu właściwie robisz? – zwróciłam się do lokatego. „Jak on miał…? Aaa, Harry.”
- Od dzisiaj chodzę tu do szkoły. – oznajmił wesoło.
- Aha. – mruknęłam.
- A wracając do mojego pytania. Naprawdę myślałaś, że tak łatwo mnie spławisz? – zaśmiał się lekko.
- Co masz na myśli? – nie rozumiałam.
- Twój numer.
- Coś z nim nie tak? – udawałam, że nadal nie wiem, o co chodzi, chociaż już skojarzyłam fakty.
- Tak, coś z nim nie tak. – skinął. – Na przykład to, że wcale nie ma takiego numeru, hmm?
- Naprawdę? – udałam zdziwienie. – Widocznie musiałam pomylić jakąś cyfrę. – wzruszyłam ramionami, po czym odwróciłam się w stronę przyjaciółki.
Po chwili dotarliśmy do stoisk z jedzeniem.
- Co polecasz? – spytał Harry.
- Nie wiem, bierz na co masz ochotę. – ponownie wzruszyłam ramionami.
Wzięłam dla siebie niewielką porcję, po czym podążyłam za moją przyjaciółką, do stolika przy którym siedziała Iris.
- Skąd znasz tego kolesia? – zapytała Faith, nawet nie położywszy jeszcze tacki. – Niezłe z niego ciacho.
- Nie chcę o tym rozmawiać. – mruknęłam.
- Mówicie o tym chłopaku, który właśnie idzie w naszym kierunku? – spytała Iris.
- Co?!
Odwróciłam się i rzeczywiście, ujrzałam Harry’ego uśmiechniętego od ucha do ucha. Zatrzymał się przy naszym stoliku.
- Można się dosiąść do uroczych dam? – spytał szarmancko, na co Faith zachichotała.
- Jeśli musisz. – mruknęłam.
Ponownie nie zraziło go moje wrogie nastawienie, w związku z czym zajął miejsce tuż obok.
- Więc jak się nazywasz? – spytała Iris, rozpoczynając rozmowę.
- Harry. – uśmiechnął się. – Harry Styles.
- Ja jestem Iris Payne. – dziewczyna odwzajemniła uśmiech. – To Faith Tomlinson. – powiedziała, pokazując na naszą przyjaciółkę. – A Grace chyba już znasz, dobrze mi się zdaje? – uniosła brwi.
Spojrzałam na nią, groźnie mrużąc oczy. Wiedziałam, co robiła. Chciała w ten sposób wyciągnąć jak najwięcej informacji, co do okoliczności naszego poznania. Iris była urocza i sympatyczna, ale ciężko było coś przed nią zataić. Gdy chciała się czegoś dowiedzieć, była zdeterminowana jak nigdy i miała masę taktyk, na wydobycie od kogoś informacji.
- Tak, miałem już okazję poznać Grace. – odparł, spoglądając na mnie. – Sprowadziłem się tu w piątek, a wczoraj udałem się na mały spacer po okolicy i przez przypadek na nią wpadłem. Okazało się, że mieszkamy niedaleko siebie. – wyjaśnił.
Lekko odetchnęłam. Co prawda nie pajałam do tego chłopaka zbyt wielką sympatią, ale byłam mu wdzięczna, że nie wspomniał przy dziewczynach o mojej próbie samobójczej.
- Mhmm. – odparła Iris. Chyba spodziewała się większych rewelacji.
- A no i obiecała, że w szkole poda mi swój numer. – Styles wyszczerzył się w moim kierunku. – Pamiętasz?
Oczy moich przyjaciółek błysnęły. Wiedziałam, że czekają aż to zrobię. A w tej sytuacji nie mogłam przekręcić numeru, gdyż zorientowałyby się.
- Nie przypominam sobie. – odparłam wymijająco.
Jego uśmiech nieco przygasł.
- Spokojnie, ja ci go podam. – uśmiechnęła się Iris.
Spojrzałam na nią wściekła. „Jeszcze mi za to podziękujesz”, powiedziała bezgłośnie, po czym wzięła komórkę, którą podał jej chłopak i zaczęła wstukiwać mój numer.
___________________________________________________________________

Wiem, wiem, nudnooo. Ale ostrzegałam, że początek taki będzie.
Pod ostatnim rozdziałem tylko dwie dziewczyny zwróciły uwagę na to, że ta próba samobójcza była dziwna i nieco zbyt "na luzie". Jeśli jeszcze któreś z Was odniosły wrażenie, że coś było z tym nie tak, to z góry zapewniam, że wszystko było dokładnie tak, jak powinno. To nie była typowa próba samobójcza, o czym przekonacie się, jeśli nie porzucicie czytania. Jakie były motywacje Grace ? Dlaczego najzwyczajniej w świecie dała się powstrzymać ? Opiszę to, lecz dopiero w dalszych rozdziałach (nie w tych najbliższych, dlatego uprzedzam, byście nie myślały, że zapomniałam xx).
Dziękuję dziewczynom, a szczególnie Kindze, za szczere wyrażenie opinii. Z całego serca dziękuję też oczywiście reszcie ! :) Nie spodziewałam się, że pod pierwszym rozdziałem znajdzie się aż tyle komentarzy *o* Jesteście niesamowite ♥ Skłamałabym, mówiąc, że nie proszę o komentarze również pod tym postem. Dodaję nowe rozdziały niezależnie od liczby komentarzy, jednak im jest ich więcej, tym szybciej pojawi się nowa notka :) x
Ehh, jak zwykle za bardzo się rozpisuję, ale dziewczyny, które czytały moje poprzednie blogi być może już zauważyły, że po prostu tak mam x
Całusy,
Olga

Reklama blogów (więcej info w zakładce „Reklamy”)

Blogi niezwiązane z 1D